środa, 19 lipca 2017

Don't Dare to Dream [k-drama]


Aż podskoczyłam z radości jakiś czas temu (kilka miesięcy temu, biorąc pod uwagę moment skończenia dramy), kiedy ujrzałam zwiastun z moją ukochaną Gong Hyo Jin, którą ubóstwiam i która kradnie moje serce za każdym razem, kiedy widzę ją w romansidłach. Uwielbiam dosłownie wszystko co z nią wychodzi i raczej się nie zawiodłam na tej aktorce. Trochę jej zazdroszczę, bo zawsze towarzyszą jej niezłe ciacha i tym razem tak jest.



Główny bohater, Lee Hwa Shin, to megagwiazda najpopularniejszego serwisu informacyjnego w koreańskiej telewizji. W studiu, lecz także poza nim pewny siebie i butny mężczyzna, który uważa, że świat powinien leżeć u jego stóp. Główna bohaterka to pogodna i dobra dziewczyna, której nie wiedzie się w życiu. Ukończyła słabą szkołę i cały czas zmaga się z brakiem pieniędzy i… faceta. Dostaje „tymczasową” pracę pogodynki w tej samej stacji, w której pracuje Lee Hwa Shin. Niespodziewane okoliczności zbliżą go do naiwnej i zbyt ufnej kobiety <klik>

Episode 1-2.
Po Producers, Gong Hyo Jin, poczuła się chyba pewnie i spodobał jej się klimat, bo mamy kolejną dramę o showbizie. Tym razem stacja telewizyjna i marzenie pogodynki o zostaniu prezenterką wieczornego pasma wiadomości, a przy okazji uczucie którym od lat darzy kolegę z pracy.

Jo Jung Suk nie popisuje się w pierwszych minutach serialu i mam wrażenie, że będzie typowym Panem Dupkiem, który w międzyczasie zakocha się w głównej bohaterce. W późniejszych scenach jednak rozkręca się coraz bardziej i czuć tę chemię między główną parą bohaterów, cudnie. Ciekawe jest to, że dużo czasu poświęca się bohaterom drugoplanowym i może wyjść z tego całkiem niezła historia. Jestem ciekawa tej dramy.

Mała kpina z romansideł. 

Tak bym podsumowała całą produkcję, która  uwodzi swoim humorem i scenami miłosnymi. Wręcz idealnie podjęto się tematu, robiąc z komedii romantycznej istną szyderę. A przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie. Poddawano bez umiaru kpinie wszystkie gorące frazesy o miłości, wyznania miłości, sztandarowego second leada. Nawet sceny, które z założenia miały widzom łamać serca i powodować smutek bądź wzruszenie, zostały tak zmienione, że człowiek śmiał się z tej głupoty i absurdalności. Jestem pełna podziwu dla tego przekucia klasycznych zagrań w koreańskich romansidłach, na inteligentną rozrywkę i prztyczek dla wszystkich scenarzystów.

Powinniście już wiedzieć, że Gong Hyo Jin uwielbiam za tą naturalność i realizm, jaki oddaje postaci. Jak dla mnie to niekwestionowana królowa romansideł, która nie jest pięknością i o dziwo nie boi się tego pokazywać w serialu. Nie zawsze jest wystylizowana jak milion dolców, a wręcz przeciwnie - w dziwne szmatki zawsze ją ubierają. Kocham laskę za tą chemię, którą tworzy z partnerami. I nie jest to miłość cukierkowa z wall kissami (może oprócz Master's Sun), w tej produkcji możecie się o tym przekonać w połowie serialu - jedna z lepszych w historii scena pocałunku. <klik> Jo Jung Seok z każdym kolejnym odcinkiem odcina się od Pana Typowego Dupka, a wychodzi z niego znerwicowany, szalony gość, który zachowuje się niczym bohaterka dramy romantycznej z serii tych ciapowatych i zagubionych w życiu. 

To oczywiście kolejna drama w wykonaniu Gong Hyo Jin, gdzie scenariusz nie jest napisany wyłącznie pod główną parę i tylko oni się liczą, a często pomija się inne wątki albo zajmują one zdecydowanie za mało czasu antenowego. Tutaj każdy bohater ma coś do przekazania, każda postać dostaje rozwinięcie swojej historii w optymalnym stopniu. Mamy tutaj sporo związków i relacji, które się ze sobą krzyżują. Trójkąt złożony z Pyo Na Ri, która romansuje z Lee Hwa Shinem i jego najlepszym, bogatym przyjacielem - Jung Wonem (swoją drogą, postać grana przez Go Gyung Pyo była dla mnie niedosytem, dlatego ze on sam jako aktor jest dla mnie nijaki). Relacja Kye Sung Sook i Bang Ja Young, które są rywalkami w pracy, miały tego samego partnera i walczą o córkę i faceta, to jeden z lepszych motywów w dramie. Niesamowicie zabawny i nie można powiedzieć, że panie w średnim wieku nie mogą zagarnąć ekranu tylko dla siebie, skoro są tylko postaciami drugoplanowymi.  Zrobiły to z pełną klasą i z rozkoszą się je obserwowało zarówno razem, jak i osobno. Do tego młodsze pokolenie i szef restauracji, który też potrafi wprowadzić sporo zamieszania. Smaczku dodaje fakt, że większość ważnych w dramie postaci mieszka w jednym budynku, co przypomina trochę It's Ok, This is Love

Drama porusza też w nietypowy sposób wątek choroby. Tak jak pisałam wyżej, serial ten to istna szydera, dlatego pewnie  postawiono na śmiech przez łzy i wprowadzenie trochę humoru, prezentując problem choroby u facetów. Nie było męcząco, ani zbyt patetycznie. Rozsądnie przedstawiono temat, dbając o to by widz za bardzo się nie dołował. 

Bez dwóch zdań obejrzałabym tę produkcję ponownie. Dla każdej z postaci, bo każdy z aktorów został właściwie doceniony i nie świecił jedynie ładnym wyglądem. 8/10. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz