czwartek, 8 czerwca 2017

Kill me, Heal me [k-drama]


Jedynie Ji Sung zasługuje w tej produkcji na uwagę, ponieważ całość strasznie mnie męczyła i była mało atrakcyjna. Hwang Jung Eum była momentami niezła, jednak jej postać idealnie nadawałaby się do roli tej psychicznie chorej, bo oprócz miłych momentów, więcej było krzyku i irytującego głosu. Trzeba jednak przyznać, że drama została lepiej zrobiona niż podobne w tematyce Hyde, Jekyll and Me.




Cha Do Hyun cierpi na zaburzenie osobowości, dlatego spokojnie żyje sobie w Ameryce (oczywiście, że tam, bo gdzie indziej wyjeżdżają na studia wszyscy zamożni Koreańczycy?) i od czasu do czasu objawia się ten "inny". Pech chciał, że do głosu doszedł Shin Se Gi, który postanowił dochodzić swoich praw, jako spadkobiercy intratnej firmy i wraca do Korei, żeby przejąć interes. Tam spotyka Oh Ri Jin, która jest psychiatrą i jak później okazuje się, jest związana z Cha Do Hyunem. Wszystko sprowadza się do rozliczenia z przeszłością, odkrycia tajemnicy i pozbycia się 7 osobowości, które potrafią nieźle namącić w codziennym życiu głównego bohatera.

Pierwszy odcinek...
Upłynął w otoczce chaosu, mieszania choroby psychicznej z fantastyką, co oczywiście nie zostanie szerzej podjęte. Mianowicie chodzi mi o znaki, jakie pojawiają się na szyi głównego bohatera, kiedy bierze go w posiadanie ten "drugi". Co od razu wydaje się być absurdalnym i kompletnie niepotrzebnym posunięciem. Bo po co? Wiemy, że bohater ma inne osobowości, to po cholerę akcentować to mistycznymi symbolami. Do tego Hwang Jung Eum póki co pokazała się jako niezrównoważona, zdecydowanie za głośna psychiatra. I obawiam się, że to nieprzyjemne i drażniące zachowanie jej zostanie przez większość odcinków. W sumie i tak nie mam zbyt wysokiego zdania o niej jako aktorce. Póki co pierwszy odcinek nie rokuje dobrze, a jest wręcz odpychający. Krzyki głównej bohaterki mnie przerażają i zniechęcają.

Dalej jest nieco lepiej, ale to tylko dlatego że Ji Sung pozamiatał i to dla niego oglądało się tą dramę. A szczególnie dla zmian ról, które były genialne i jestem pełna podziwu, jak łatwo było rozróżnić wszystkie jego kreacje. Nie były one proste, ale właśnie ta złożoność i natychmiastowe zmiany zachowania powodowały zaciekawienie widza.

Cała historia i zadry z przeszłości były dobrze zaplanowane i ładnie pociągnięte, jednak nie wciągały tak jak obserwowanie kolejnych zmian Ji Suga. Hwang Jung Eum z czasem się podciągnęła i jej niektóre podsumowania i spokojny głos, kiedy próbowała zapanować nad głównym bohaterem były na plus. Co nie zmienia faktu, że wypadła chyba najgorzej z całej obsady. Nie wiem, może jestem uprzedzona do tej aktorki, co nie zmienia faktu że stwarza ze swoimi partnerami dramowymi całkiem niezłe duety.

Ostatnie odcinki to płacz, dramat jednego przez drugie, odzyskiwanie wspomnień, żegnanie się z każdą z osobowości. No chyba nie było wątpliwości, że gość wyzdrowieje. Bolesny powrót do przeszłości i rozliczanie się z nią. Mnie to osobiście nudziło, tak że kilka ostatnich odcinków
przerobiłam w godzinę, jeśli nie mniej.

Momentami większą chemię można było zaobserwować oglądając Hwang Jung Eum i Park Seo Joona, który grał brata bliźniaka głównej bohaterki. Co oczywiście przełożyło się w późniejszym czasie na obsadzenie w głównych rolach tejże pary w She Was Pretty . 

Drama była nabuzowana energią, żarcikami, krzykami, płaczem, dramatem, żalem, ze ja osobiście poczułam się przytłoczona i wymęczona tą produkcją. No i do tego jedna piosenka puszczana przez wszystkie odcinki. nie powiem, ciekawa [klik] , jednak ILE MOŻNA?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz