środa, 31 maja 2017

26 Years [k-movie]


Mam mieszane odczucia odnośnie tej produkcji. Film był swoistym rozliczeniem się z historią, co czasami jak nie zawsze jest potrzebne, jednak dla takiego widza jak ja, poruszony temat nie wzbudził we mnie większych emocji, żadnego oczyszczenia. Był dość dobrze zrobiony i tylko w tej kwestii mogę go jedynie oceniać. 

26 lat temu, siły militarne Korei Południowej dostały rozkaz otworzenia ognia na cywilów w Kwangju, którzy byli częścią Ruchu Demokratycznego. Zginęło tysiące cywilów.
Teraz, pewien plan łączy strzelca sportowej kadry narodowej, gangstera, policjanta, prezesa dużej firmy i dyrektora prywatnej firmy ochroniarskiej. Ten plan ma na celu ukarać „tego człowieka”, który był odpowiedzialny za masakrę dokonaną na cywilach 26 lat temu, w 1980 w Kwangju. [źródło + film]

Początek filmu i dobre 15 minut upływa nam w formie animacji. Co nawiązuje pewnie do komiksu, na bazie którego powstał film. Wydaje mi się, że chciano również ograniczyć koszta, bo zatrudnić tylu statystów do scen z masowego ruszenia, to jednak spory wydatek, jeśli nie stawiamy na hitową produkcję z star power. Dzięki animacji można było pokazać również znacznie większą krwawość, bez pikselizacji ostrych narzędzi czy trupów. Jednak to rozwiązanie, mimo swoich zalet mnie osobiście wybiło z rytmu oglądania i kompletnie nie pasowało do obrazków, które później zaserwowano. 

Jak na produkcję, która porusza ważny i ciągle aktualny temat, wyszło dość miałko. I tutaj znowu mamy dwie strony medalu, ponieważ może i dobrze, że oszczędzono patetycznych dialogów i nacisku na wzbudzenie skrajnych emocji w widzu, chociaż można było się spodziewać właśnie tego po takim gatunku produkcji. Albo po prostu to nie była historia przeznaczona dla mnie i zwyczajnie ja nie doszukałam się niczego takiego. A z drugiej za dużo brawury i zwykłej sensacji. 

Od razu można domyślić się całego zakończenia historii. Bo cóż może zrobić garstka ludzi, którzy nawet jeśli pałają chęcią zemsty i sprawiedliwości, kiedy "ten człowiek"... nadal żyje. Dlatego uważam, że rozliczanie w formie kinowym z takiej masakry, po tak krótkim okresie czasu to chyba jednak za wcześnie. Oczywiście, trzeba o tym mówić, trzeba o tym wspominać i jak najbardziej piętnować, jednak ja czułam pewien niedosyt i poczucie niespełnienia. Że to nie tak powinna skończyć się ta historia. I myślę, że mogło tak uważać wielu Koreańczyków. tym bardziej, że to dotyczy bezpośrednio ich i dalej żyjących ludzi, którzy stracili bliskich, ukochanych, przyjaciół. To poczucie niesprawiedliwości, że osoba tak okrutna dalej stąpa po tym świecie. 

W jednej z głównych ról Jin Goo, który gra gangstera i bardzo podoba mi się ta rola. Jang Gwang, który gra prezydenta chyba zacznie mi się kojarzyć jedynie z ról gwałcicieli, okrutników i złych ludzi. Produkcja miała swoje dobre sceny, jednak żadna nie wbiła mnie w fotel. Dobrze zagrane, dobrze nakręcone, jednak bez fajerwerków. Ale jak pisałam wcześniej, nie jestem odpowiednim docelowym odbiorcą. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz