środa, 26 kwietnia 2017

Healer [k-drama]



Piękna ona, piękny on. Czy chcieć czegoś więcej od dramy? Dobrego aktorstwa? I mamy je. Ciekawej fabuły? I ta daje radę. Niesztampowych dialogów? Są! Chemii na ekranie? I to jaka panuje między bohaterami. Złożonych postaci? I tu wszystko się zgadza. Tę dramę po prostu trzeba zobaczyć.


Healer jest chłopcem na posyłki, który wykonuje różne zadania na zlecenie niczym James Bond, tylko taki ubogi-koreański (sorry, ale Daniel Craig czy Pierce Brosnan to nie będzie). I mamy początkującą dziennikarkę, która jest roztrzepana ale jakże urocza. Tytułowy Healer został zatrudniony, żeby znaleźć zaginioną dziewczynę. Wpada na trop dziennikarki, do której strasznie go ciągnie i od razu nawiązują nić porozumienia. Z odcinka na odcinek okazuje się jednak, że zleceniodawca zadania, Kim Moon Ho, ma dziwne powiązania z Chae Young Shin, a do całej sytuacji wplątuje się Jung Hoo. Cała trójka jest ze sobą związana, znają się, choć niekoniecznie to pamiętają. Do tego intryga z lat poprzednich, powoduje że napięta atmosfera wzrasta, a zabójstwo goni zabójstwo. 

Pierwsze odcinki.
Marzeniem głównego bohatera jest mieszkanie na bezludnej wyspie niczym Robinson Crusoe. Klata jest, dezajnerkie okularki są. Odrobinę zajeżdża mi to kiczem, ale mam nadzieję że Ji Chang Wook nie wybrał słabego scenariusza i coś z tego będzie. Oprócz tego  mamy kiepskie sceny walki niczym z chińskich filmów historycznych, gdzie lecą w powietrzu i dolecieć nie mogą. Oby fabularnie skupili się na romansie,  bo strona techniczna nie zachwyca. Na plus jest Kim Min Young, która zachwyciła mnie od pierwszych minut dramy. Jakoś tak od razu wczułam się w tą postać.

Co było dalej...
Aż mi się smutno zrobiło, ponieważ właśnie przed chwilą skończyłam ten serial. Tak jak narzekałam na sceny walki, potem jakoś wszystko się rozkręca, albo po prostu się przyzwyczaiłam. Jestem oczarowana relacją głównych bohaterów, którzy są dojrzali i nie boją się okazywać sobie uczuć. Gdy ogląda się starsze dramy, doskonale widzimy (co lubię powtarzać), tę nieśmiałość i ułomność w okazywaniu miłości. A tutaj, co mnie bardzo cieszy, mnóstwo przytulasów, pocałunków z prawdziwego zdarzenia! Tak, doszło w końcu do tego momentu, kiedy nie denerwuję oglądając relacje między bohaterami. 

Ji Chang Wook i Park Min Young, to niezwykle udany duet. On posągowo piękny, do tego cudownie wszedł w rolę dwóch osobowości. Ciamajdowatego Bong Soo i przebiegłego Healera. Park Min Young zagrała genialnie i z tego co z nią widziałam, ta kreacja podobała mi się najbardziej. Naturalne okazywanie emocji i świeżość na ekranie. Zero sztywniactwa. Jestem pod wrażeniem. Również Yoo Ji Tae, grający popularnego dziennikarza, bardzo przypadł mi do gustu. Świetna mimika twarzy i całe szczęście, że przełamano falę "tego drugiego" i nie kazali mu się zakochiwać w Young Chin. Można oczywiście w samych superlatywach opisywać główne postaci i zdecydowanie należy się aktorom podziw za te role, jednak moje szczególne uznanie zdobyła ekipa rodziców głównych bohaterów i ich przyjaciół. I to niekoniecznie ceny z lat 90', ale ich obecni odpowiednicy. Kto oglądał dramę, na pewno nie darzył zbytnio sympatią Kim Moon Sika. Ja jednak mogę powiedzieć, że jego postać była doprawdy fascynująca. Bardzo złożony charakter, to nie był bohater, który był zły do szpiku kości. Może to sobie tłumaczę, ale gość zwyczajnie pogubił się w swoich ambicjach, podejmując coraz to gorsze decyzje i będąc uwikłanym w sieć, do której co prawda świadomie się wplątał, ale będąc młodym człowiekiem po prostu takie rozwiązanie uważał za najlepsze. No i nie  można mu zarzucić tego, że niezmiernie kochał swoją żonę i zrobiłby dla niej  wszystko. Park Sang Won, grający właśnie Moon Sika i Do Ji Won (matka Young Shin) to świetnie dobrana para. Kobieta była najlepszą twarzą tej dramy pod względem aktorskim. Z niecierpliwością oczekiwałam scen z nią, bo były miażdżące za każdym razem. 

Dobrze, że postarano się o dobrych aktorów, to na pewno pomogło tej dramie. Powiem wam, że nawet fabularnie mi się to podobało. Widz musiał być ciągle czujny, żeby śledzić akcję i wyłapywać smaczki. Fabuła rozwijała się powoli, narastało w niej napięcie i do ostatniego odcinka coś się działo. A zwykle tak bywa, że dwa ostatnie odcinki to lanie wody i rozwlekanie akcji, która już dawno się skończyła. 

Odnośnie jeszcze Park Min Young, to zagrała w lepszej wersji City Huntera. Towarzyszył jej bowiem lepszy partner i to był znacznie lepszy scenariusz. Jakoś nie mogę się wyzbyć porównania właśnie do City, bo wbrew pozorom seriale są w podobnym klimacie. 


Z muzyki pamiętam jedynie to. towarzyszyło mi, kiedy płakałam i śmiałam się. Cudowne. 

Na sam koniec, oczywiście polecam tę dramę. Naprawdę warto poświęcić trochę czasu. Bardzo ładnie zagrana i nakręcona. Ahh, no i na koniec nie sposób nie wspomnieć o Ahjummie, która była najbardziej zabawną postacią w dramie. I nie było potrzeby zatrudniać jakiegoś idola, który robiłby za błazna. 

1 komentarz:

  1. Oglądałam te drame, ale jakoś nie podoba mi się główna aktorka. Każdy ma inne gusta, wiec no ;D
    Ale drama jak najbardziej warta obejrzenia ☺

    OdpowiedzUsuń