poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Fated to Love You [k-drama]



Gdy tylko Lee Gun zaczyna się śmiać, mimo że jest to strasznie creepy, to nie sposób nie parsknąć śmiechem razem z nim. To naprawdę mocny punkt tej dramy. Bo zdarzyło mi się o dziwo, śmiać  przez łzy, ponieważ szaleńczy śmiech głównego bohatera zarażał, nawet jeśli był desperacki.


Tak, Jang Hyuk stworzył cudowną parę z Jang Narą. Jego postać była szalona, gość dał genialny popis umiejętności komediowych. Co nie znaczy, że nie wycisnął widzom łez, kiedy sam przeżywał dramaty. Lee Gun jest dużym dzieckiem z pieniędzmi, tajemniczą genetyczną chorobą, pełnym charyzmy i nieprzewidywalności. Natomiast Kim Mi Young to jego kompletne przeciwieństwo. Niby nie lubię takich bohaterek jak Jang Na Ra. Uległych, nijakich, miłych do porzygu, uczynnych, nie potrafiących wypowiedzieć własnego zdania. Aktorka jednak sprawiła, że jej postać naprawdę da się lubić, ponieważ sama Jang Na Ra jest bardzo kobieca, eteryczna wręcz, sprawia że jej bohaterka ma siłę w tej niewinności i zaufaniu do ludzi. Uwielbiam ją. Połączenie tej dwójki było strzałem w dziesiątkę - chemia na ekranie była.

Drama powstała na podstawie tajwańskiej dramy. Porównać nie mogę, bo nie widziałam pierwowzoru. W koreańskiej wersji mamy jednak niemal wszystko co można. Bogatego, pewnego siebie dyrektora. Miłą, acz nieśmiałą główną bohaterkę, która daje sobą wszystkim pomiatać. Spędzoną wspólnie noc na haju. Dziecko. Niechciany ślub. Potem miłość. W międzyczasie mnóstwo dramatu, rozwód, amnezję. Trochę zaspoilerowałam, jednak jak można się domyślić... cała historia i tak skończy się happy endem. Ktoś w to wątpił?

Co tu powiedzieć o tych dwudziestu odcinkach. Na pewno dobrze wypełniono akcję do tego dziewiętnastego. Osobiście uważam, że odcinek ostatni był strasznie naciągany i spokojnie  można było go zmieścić w trzech-czterech scenach. Ale oczywiście musi tak być, że sielankę rozwlekają na całą godzinę. Nic to nie wnosi do treści i fabuły, ale widz się cieszy szczęściem głównej pary (ja przewijałam). Bardzo dobry scenariusz powstał z tego, może dlatego że nie jest koreański. Relacja głównych bohaterów jest bardzo złożona. Jak na początku odnosiłam wrażenie, że duża dziewczynka i duży chłopiec bawią się w rodzinę i jest to zwyczajnie dziecinne oraz zbyt prostolinijne, to ich wzajemne odbieranie, zmienia się z odcinka na odcinek. Związek zdecydowanie dojrzewa, a i oni się zmieniają. To było naprawdę świetne, że postaci nie były jednowymiarowe, tylko przeszły ewolucję - dla mnie na lepsze. No może nie licząc Daniela (Choi Jin Hyuk), który był typowym "tym drugim" i psuł mi  krew. Nawet SeRa (Wang Ji Won) jako postać, mimo że wkurzająca czyniła jakiś progres w swoim zachowaniu.

Możecie być pewni, że wybierając tę produkcję uśmiejecie się co niemiara. Trudno utrzymać powagę, kiedy Lee Gun to isny majstersztyk komediowy, który wypowiada poważne dialogi, a potem rży jak opętany. No i oczywiście popłaczecie, bo scenarzyści postanowili zakatować osoby o słabiutkim serduszku i tendencji do wzruszeń.

Spostrzeżenia końcowe.
1. Aby zrobić laskę z laski (serio, Jang Nara wyglądała bardzo ładnie i nie potrzebowała żadnej metamorfozy) potrzeba dwóch lepkich panów w koszule w kropki. Pannę należy wrzucić do wanny z pianą i różami, pokręcić jej pokręcone i tak włosy, ogolić ogolone nogi, nałożyć makijaż, który i tak jest niewidoczny i ubrać w błyszczącą ohydną kiecę, żeby było na bogato, a jak! [ep.2]
2. Nie ma lepszej zabawy niż pieczenie chleba [ep.19]
3. Niezbyt do dobrze świadczy o parze, jeśli uprawiają miłość jedynie, kiedy ledwo stoją na nogach a potem niczego nie pamiętają i są zdziwieni wpadką... [ep.20]

1 komentarz:

  1. Mam takie same spostrzeżenia - uwielbiam tę dramę i bardzo często wracam do ulubionych scen, ale za odcinek 20 scenarzysta powinien dostać niezłego kopa...
    P.S. Przyznam szczerze, że czasami to ja nawet bałam się tego śmiechu :P

    OdpowiedzUsuń