wtorek, 14 marca 2017

Goblin [k-drama]



W dramie się zakochałam, podczas ostatnich odcinków zasmarkałam i zapłakałam, ale i było trochę rozczarowań. Jedno jest pewne. tvN pokazuje na co stać stację i daje nieźle do wiwatu Wielkiej Trójce (SBS, KBS, MBC), bo jeszcze kilka lat temu nikt by nie pomyślał, że dramy z tvNu będą cieszyły się taką popularnością i górowały w rankingach.



Kim Shin jest goblinem, a także Opiekunem Dusz. Mężczyzna mieszka razem z Aniołem Śmierci, który zabiera ludzkie dusze niczym Ponury Żniwiarz. Jednakże obaj mężczyźni zmagają się z pewnymi problemami. Ponury Żniwiarz ma amnezję, natomiast Kim Shin chce zakończyć swoje nieśmiertelne życie. Niestety, gobliny mogą zakończyć swoje życie wieczne tylko w jeden sposób – odnajdując ludzką pannę młodą. W tym celu, Kim Shin znajduje optymistyczną licealistkę, Ji Eun Tak. Goblin zaczyna powoli wierzyć, że dziewczyna stanie się kapłanką, która zakończy jego przeklęte istnienie. Jednakże z czasem ta skomplikowana metoda samobójstwa zaczyna zamieniać się w miłość. Czy nieśmiertelny goblin zacznie żałować swojej decyzji? A może ta miłość stanie się nieuchronnym końcem jego życia? [źródło]


po 1-2 ep (11.12.2016)

Wielce zachęcające dwa pierwsze odcinki. Bardzo plastyczne i bajkowo wręcz nakręcone. Świetnie i unikalnie stworzone całe podstawy całego mitycznego świata, co sprawia że historia zyskuje na wartości. Mamy goblina, który jest nieśmiertelny, póki nie znajdzie swej wybranki, która zakończy jego marny żywot. Mamy Ponurego Żniwiarza, który bez mrugnięcia okiem wykonuje swoją pracę i jest w tym bezlitosny. A wokół tego mitologicznego światka, pełnego tajemniczości i legend, mamy zwykły świat śmiertelników, gdzie nasi nadnaturalni bohaterowie żyją i egzystują. Gong Yoo - póki co najlepiej wychodzą mu sceny historyczne i te, w których jest cała ta otoczka magiczności. Jednocześnie nie przeszkadza mu być zabawnym i sprzeczać się uroczo ze Śmiercią, z którą mieszka. To może być najlepszy bromance od jakiegoś czasu w dramach. Trochę razi to kiełkujące uczucie z licealistką, którą gra główna bohaterka - w końcu nasz Goblin ma dobrą 30stkę na karku, a dziewczyna 19 lat. Mogli zrobić z niej chociażby studentkę, bo póki co nie widzę chemii na ekranie, żadnych iskier, bardziej relację siostry-brata, może zagubionej dziewczyny i opiekuna. Nie widzę w tym związku. Jak na razie Yoo In Na pokazała  się ze świetnej kreacji femme fatale, która żyje we własnym świecie i jest świadoma swojego seksapilu, jednak trudno jej znaleźć partnera. Mam nadzieję, że ze Żniwiarzem stworzą bardziej gorącą parę, wyczekuję tego ogromnie. Jestem zadowolona pierwszymi odcinkami i z niecierpliwością czekam na kolejne tłumaczenia. Skoro dwa pierwsze odcinki zatrzęsły wręcz oglądalnością, to nic dziwnego że i ja i widzowie mają ogromne apetyty i oczekiwania wobec tej produkcji. Obawiam się jednak, że poboczna para i cała ta magiczność będą wysuwały się na pierwszy tor, a główna fabuła i relacja głównej pary po prostu jakoś przeminie niezauważona. Obym się myliła.

Skończyłam produkcję już jakiś czas temu, trudno było mi jednak znaleźć chwilę wolnego, żeby ją podsumować. Chcę więcej takich seriali! Mimo kilku niedociągnięć, momentami uproszczenia fabuły czy przesadnego dramatyzmu, podobało mi się. Na tyle - a nie zdarza się to często - że powrócę do tej dramy. Budżet musiał być naprawdę potężny, jak na serial, bo mamy cudowne sceny walki, montażu, klatki kiedy dzieje się magia i wszystko związane z mistycznością produkcji. 

Piękny soundtrack, który odchodzi od klasycznych smętnych ballad na jedno kopyto, a daje ciut więcej. Sami posłuchajcie: 








Fabularnie nie było zaskoczenia. Drama, mimo że ciekawa, nie spowodowała u mnie zdziwienia. Zdecydowanie można było się domyślić wielu spraw. Jej urokiem były smaczki wizualne i dialogi. Głównie te pomiędzy Goblinem i Ponurym Żniwiarzem. Porównując wszystkie relacje między bohaterami, ta była najprzyjemniejsza. Romans między Zagubioną Duszą a Goblinem był dziecinny i robiony na siłę. Nie neguję przywiązania, jednak miłością bym tego nie nazwała. Nie było iskier na ekranie patrząc na nich, chociaż sceny pocałunków rozwijały się z odcinka  na odcinek. Uczucie między nastolatką i trzydziestoletnim chłopem? No mnie to nie przekonuje. Tym bardziej, że Kim Go Eun była irytująca w roli gówniarza, widać było jak jej postać odstaje od reszty, mimo że starano się zrobić z niej dojrzałą osobę, jednocześnie zachowując tą niewinność. 

Mamy w serialu idola, którego pokazują całkiem często. Yook Sung Jae nie raził mnie jakoś specjalnie. Jego postać miała być śmieszkiem i debilem, nie rozumiem jednak po co, skoro Gong Yoo i Lee Dong Wook odwalali cały wątek komediowy.

Jestem wielce rozczarowana relacjami Żniwiarza z Sunny. Liczyłam na czysty seks i przyciąganie na ekranie, a czasu antenowego mieli jak dla mnie za mało razem. Za dużo dramatu, łez i katowania siebie nawzajem dawnymi dziejami. A tak liczyłam chociaż na porządny romans między tą dwójką. Lee Dong Wook został okrzyknięty niemal guru mody i po Korei fashioniści pewnie śmigają w jego stylizacjach z dramy. Nie powiem, przystojny to facet, który został ubrany w cudowne szmatki. Może nie licząc stroju "do pracy" Żniwiarza, który wyglądał jak z Matrixa. 

Widać, że drama była dopracowana. Osobiście życzyłabym sobie innego zakończenia - bardziej dramatycznego - ale jak to w koreańskich dramach bywa, nigdy nie bądź pewny śmierci głównego bohatera, NIGDY. Mamy hit, mamy pielgrzymki do restauracji i hotelu w Quebec w Kanadzie (swoją drogą, piękne ujęcia tam zrobili), mamy aktorów, którzy będąc popularnymi stali się na czasie jeszcze bardziej. Goblina poleciłabym na pewno osobom, które zaczynają przygodę z dramami i tym, które szerokim łukiem omijają wszystko co koreańskie (mam na myśli drugie połówki, które za cholerę nie rozumieją szału na Azjatów i wszystko co azjatyckie). 

Piękna, klimatyczna i zabawna była ta produkcja. Oby takich więcej. Talent komediowy Gong Yoo i Lee  Dong Wooka był fenomenalny i oprócz fabuły, to oni ciągnęli cały serial. 

PS. Pytał ktoś ostatnio, czy zrecenzuję Hwarang. Za dużo w nim idoli jak dla mnie i moje ukochane drewno Minho. To dla mnie za wiele, więc nie liczcie na recenzję tej dramy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz