czwartek, 24 listopada 2016

W - Two Worlds [k-drama]


To jedna z niewielu dram w moim życiu, która nie dołączyła do grona "za nudno, poprzewijajmy". Dlaczego? Akcja była tak naszprycowana detalami i zwrotami akcji, że nie sposób było nie śledzić jej uważnie i czasami nawet układać sobie w głowie, co właściwie oglądamy i w jakim momencie jesteśmy.



Czy to możliwe, aby żyć w tym samym miejscu i czasie, a w innym wymiarze? 
Oh Yeon Joo jest lekarzem na oddziale kardiochirurgii. Jej ojciec jest słynnym twórcą komiksów. Mężczyzna pewnego dnia znika. Yeon Joo idzie do pracowni swojego ojca, a tam nieoczekiwanie zostaje porwana i zabrana do innego wymiaru. Znajduje tam leżącego na ziemi mężczyznę, który ocieka krwią. Owym mężczyzną jest Kang Chul – złoty medalista Olimpijski w strzelaniu, który dorobił się ogromnej fortuny. Czy Kang Chul jest jedyną osobą, która pomoże Yeon Joo wydostać się z równoległego świata? I co z tym wszystkim ma wspólnego ojciec kobiety? [źródło]





Po pierwszych odcinkach.
Po zwiastunach byłam niezmiernie podekscytowana, ponieważ drama wydaje się być bardzo ciekawą, no i pełna profeska w wykonaniu. Przede wszystkim fabularnie, a dawno nie oglądałam produkcji z fabułą i konkretną historią. Mam nadzieję, że się nie zawiodę i serial naprawdę wciągnie. A jak nie, to zostaje Lee Jong Suk do popaczenia, ładna przecież z niego bestia, chociaż aktorsko to raczej średniaczek z niego.

Historia nie zawiodła. Nawet takie trochę smutne, że główny bohater jest marionetką z komiksu, która robi jedynie to, co ma autor na myśli. I intrygujące, że udaje mu się wyrwać z tej pętli, która jest mu przeznaczona. To jest fenomenem tej dramy, to naprawdę wciąga.

Sklecam te kilka zdań, po dobrym miesiącu od obejrzenia serialu, i powiem Wam, że mimo śledzenia każdego odcinka z uwagą... niewiele pamiętam z serialu. Może to dlatego, że jednak minęło już trochę, może przez to, że ciągle zaczynam coś nowego, albo zwyczajnie dlatego, że mam kiepską pamięć. Inną kwestią jest to, że może ta drama była na chwilę, ciekawa w odbiorze na bieżąco, jednak do szybkiego zapomnienia. 

Ale po kolei. Jeśli chodzi o muzykę, to za cholerę nie pamiętam żadnego utworu z serialu. Kompletnie nie potrafię nic powiedzieć o ścieżce dźwiękowej, więc nie mogła być dobrą, albo taką która rzeczywiście wpada w ucho. Mankamentem serialu jest na pewno Lee Jong Suk, który jest oczywiście w odpowiednim natężeniu na ekranie, jednak tak płaskiej mimiki twarzy, bym się po nim nie spodziewała. Widziałam już z nim trochę i seriali i filmów, jednak tutaj pobił samego siebie i był zwyczajnie drętwy. Nie stworzył też ładnej pary razem z Han Hyo Joo, nie było potrzebnej chemii - bohaterowie zachowywali się bardziej jak postaci z drugorzędnych komedii romantycznych, gdzie ładne twarzyczki i kilka przekomarzań, mają zapewnić widzowi odpowiednią dozę romansu. Dla mnie to niestety za mało, bo miałam i mam przyjemność oglądać czysty seks na ekranie (o czym już niedługo, kiedy skończę inny serial). Genialna za to rola Kim Eui Sunga, który jako ojciec głównej bohaterki powalał na kolana za każdym razem gdy się pojawiał. 

Mocnym punktem był scenariusz, który może nie był do końca idealny, ale bardzo, ale to bardzo naszpikowany szczegółami, zwrotami akcji (które nawet mnie zaskoczyły, a myślałam, że nic mnie już nie zaskoczy w dramach). Do tego dodać fajne efekty specjalne i przejścia między oboma światami. 

Podsumowując, naprawdę polecam tę dramę. Było warto ją obejrzeć, chociaż tak jak wspominałam wyżej, mało zapadła mi w pamięć. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz