niedziela, 4 września 2016

Doctors [k-drama]


Przeurocza parka się nam trafiła w tej produkcji. I Park Shin Hye, która przy Kim Rae Won (jakkolwiek się to odmienia) błyszczała i pięknie mu towarzyszyła. Stworzyli naprawdę dobry team, który będę bardzo pozytywnie wspominać. Na pewno warta polecenia drama.



Opowieść o tym, że prawdziwa miłość zawsze odnajdzie szczęśliwe zakończenie. Hong Ji Hong (Kim Rae Won) jest 27-letnim nauczycielem biologii, który rozpoczyna pracę w jednym z najgorszych liceum na prowincji niedaleko Seulu. Wcześniej był świetnie zapowiadającym się chirurgiem, jednak jeden poważny błąd zrujnował jego karierę, przez co wycofał się z medycyny i został nauczycielem. Na prowincji poznaje buntowniczą, pyskatą Yoo Hye Jung (Park Shin Hye), która od dzieciństwa była skazana tylko na siebie, przez co jest uznawana za „dziecko zła”. Mężczyzna jednak wraz z babcią Hye Jung (Kim Young Ae) krok po kroku przekonują dziewczynę, że może odnieść sukces i być szczęśliwą. Ji Hong i Hye Jung zbliżają się do siebie, co nie umyka uwadze bogatej, kapryśnej, lecz inteligentnej Jin Seo Woo (Lee Sung Kyung). Początkowo Seo Woo zaprzyjaźnia się z Hye Jung, jednak szybko zauważa, że jej „ukochany nauczyciel” poświęca koleżance coraz więcej uwagi. Załamana i odrzucona przez Ji Hong dziewczyna szybko mści się na mężczyźnie, co staje się początkiem końca znajomości z Hye Jung. Dopiero po rozłące z Hye Jung Ji Hong zrozumiał, że się w niej zakochał… 13 lat później Hye Jung jest rezydentką najlepszego szpitala w Seulu. Nie spodziewa się, że niedługo dołączy do niej Jin Seo Woo i przystojny Jung Yoon Do (Yoon Kyun Sang), na którego parol zagięła właśnie Seo Woo. Kobiety zaczynają między sobą rywalizować, a nienawiść Seo Woo do konkurentki sięga zenitu, gdy okazuje się, że Yoon Do jest wyraźnie zafascynowany Hye Jung. Na dodatek niespodziewanie po 13 latach kobieta spotyka „jedynego człowieka, który ją zrozumiał”, czyli Hong Ji Hong… Jak się okaże, uczucie między nimi nie wygasło, a po ponownym spotkaniu jest silniejsze niż kiedyś. Hye Jung jednak nie zna paru faktów z życia Ji Hong… <źródło>


Pierwszy odcinek. pisane zaraz po obejrzeniu.
Może zacznę od tego, jak zapowiadała mi się drama po zwiastunach. Znowu Park Shin Hye. Nie lubię babki. Jest przeceniana i nie ma aż takiego talentu aktorskiego. Ciągle jedna mina, ten sam ton - zmieniłam odrobinę o niej zdanie po Flowersach, jednak gwoździem do trumny byli Hajersi. Nie wspominajmy jednak o tej porażce i przejdźmy do tej dramy. Ja się tak zastanawiam, co Park Shin Hye zrobiła sobie z twarzą, że tak wyładniała. Fryzura? Nie sądzę. Aktorsko odrobinę lepiej niż zwykle i o dziwo jest znośna w swojej "licealnej postaci". Powiem Wam, że pierwszy odcinek bardzo na plus. Jednak obawiam się, że do 20 odcinka mogę się porządnie wynudzić. Mam nadzieję, że serial nie będzie schematyczny.

Dalej.
Dlaczego akcja w szpitalu, musi być okraszona zwykłą biurokracją? Ja rozumiem, że mamy do czynienia z bohaterami na wysokich stanowiskach. Jednak uważam, że "bitwy i intrygi" tych na samej górze, to zwyczajny przeżytek, który jest jedynie zapychaczem. Naprawdę nie interesuje mnie, kto zostanie szefem całej firmy i niepotrzebnie wciągani są w to bohaterowie. Chciałam dramy o lekarzach i o tym cudnym uczuciu (które swoją drogą nietypowe, ale jakże emocjonujące)! Dlatego wszystkie zawiłości i knowania przewijałam, nudne to było i zapychało niepotrzebnie fabułę, której w sumie nie było. Mamy po prostu dwójkę ludzi, którzy spotykają się po latach i zalążek uczucia z dawnego okresu powraca. Tym razem formując się w związek. 

Swoją drogą to romansidło zdobyło moje serce. Kim Rae Won jest fenomenalny, tego gościa mogę oglądać przez cały czas. Świetną miał postać, taką otwartą i zabawną. Jestem pod wielkim wrażeniem Park Shin Hye, bo okazało się, że potrafi grać. Dalej wybitnie nie jest, ale zdecydowanie na wielki plus. Świetnie płacze, całować jednak nadal się nie potrafi - a liczyłam na coś konkretniejszego niż nudne wall kissy, które już wychodzą z koreańskich dram. Szkoda, taka specyfika tej aktorki, że pocałunki to u niej masakra. Można jednak pocieszyć się tym, że chemia na planie była - mimo sporej różnicy wieku aktorów - tak samo jak dużo przytulasów i właśnie tych nieszczęsnych wall-kissów. I tak jestem pod wrażeniem. 

Świetnie została zbudowana relacja między uczennicą a nauczycielem, co pokazuje że pomimo różnicy wieku, można budować przyszłość. Że prawdziwe uczucie i zrozumienie, jest ważniejsze niż konwenanse. Tak naprawdę na całą resztę obsady nie zwracałam uwagi, nawet na fabułę, tylko relacja głównej dwójki bohaterów była najbardziej fascynująca. Z zaskoczeniem, a nawet z wyraźnym zadowoleniem, obserwuję wychodzenie roli kobiecych z nicości. Pamiętam jeszcze te starsze dramy, gdzie główna bohaterka musiała być totalną sierotą, która tylko czekała na ruch ze strony swojego księcia w białym zagranicznym aucie, który wcześniej bohaterki nie lubił. Schemat seriali koreańskich się zmienia, powoli bo powoli, jednak trafiamy na dobre produkcje, które nie tworzą nam masowo sierotek Marysieniek, a kobiety sukcesu, które pierwsze inicjują relację, nie boją się zrobić kroku naprzód. Są przebojowe, nawet jeśli po przejściach, potrafią walczyć i to również one wprowadzają ten "realizm związkowy" w dramach. Wprowadzam może taką małą dygresję od głównego wątku, czyli recenzji serialu, jednak uważam temat za bardzo  ważny. To cudowne, że główni bohaterowie rzeczywiście zachowują się jak prawdziwa para. Do tego para dorosłych ludzi, którzy bez skrępowania trzymają się za ręce i flirtują ze sobą - pomińmy fatalne pocałunki, Park Shin Hye się nigdy tego nie nauczy. To wszystko sprawia, że jeszcze przyjemniej się ogląda serial, ponieważ nie mamy typowej sztywności. 

Kolejnym plusem był wątek Lee Sang Yeoba, który grał męża kobiety, która była w ciąży a sama uległa takiemu wypadkowi, że jasne było że nie przeżyje. Niezwykle emocjonujące sceny, w których ja nawet się wzruszyłam (jakby to było specjalnie dziwne, kiedy ryczę nawet przy smutnej piosence). 

Jedyne co nie przypadło mi do gustu, to zachowanie Jin Seo Woo (Lee Sung Kyung), która w swojej chorobliwej wręcz nienawiści była śmieszną postacią z wiecznie skwaszoną miną. Może nie zrozumiałam tej zwady, ani trzymania urazy przez długie lata, ponieważ to nie moja mentalność. Jednak w efekcie aktorka dostała postać, która chodzi ciągle ponura, roszczeniowa i jest  nieprzyjemna w odbiorze. Dopiero pod koniec dramy, scenarzyści postanowili trochę ocieplić jej wizerunek, no bo przecież wszyscy muszą żyć długo i szczęśliwie. To mnie jakoś nie przekonało. Do tego knowania tych najbardziej wpływowych, łapówki, poukrywane fundusze - mnie, jako młodego widza zwyczajnie to nudziło. Kolejnym elementem, który był do tego bardzo naciągany, to dramat głównej bohaterki, która kurczowo trzymała w sercu wydarzenia sprzed 13 lat i nakręcała się, aby wyszarpać sprawiedliwość. Słabe to było niemiłosiernie i sytuację ratował tylko Kim Rae Won ze swoimi "nauczycielskimi mądrościami".  Trochę za dużo odcinków, trzy ostatnie mnie już nudziły. 

Podsumowując. Mimo niektórych zgrzytów, drama jak najbardziej godna polecenia. Fani Park Shin Hye na pewno obejrzą w ciemno, ja jednak podchodziłam bardzo sceptycznie do jej gry i cieszę się, że się myliłam. Ona i Kim Rae Won to świetny wybór. Drama przyzwoita, z ładnymi wstawkami "przemyśleniowymi" na początku każdego odcinka, z trochę nijaką muzyką, jednak z dobrymi bohaterami (w większości). Nawet porcja popisów chirurgicznych mi wystarczyła w zupełności. 




1 komentarz: