środa, 3 sierpnia 2016

My Vampire Boyfriend [c-webdrama]


Cóż za porywająca fabuła. Dialogi tak doskonale wysublimowane, dla widza inteligentnego. Gra aktorska na najwyższym poziomie. Nie no, żarty sobie z was robię. Żenada to była. Czułam się, że ktoś robi ze mnie idiotkę na siłę, podobnie kiedy oglądałam Diabolik Lovers - anime takie. 


Chu Yihan to młoda i piękna dziewczyna, która zaczęła właśnie studia. Na uniwersytecie jej życie wywraca się do góry nogami. Spokój, który ją dotychczas otaczał, został zburzony przez tajemniczego i przystojnego nastolatka, Situ Ziyu. Chłopak od pierwszego wejrzenia zakochuje się w Chu Yihan. Nie potrafi przestać o niej myśleć i dzięki niej zaczyna regularnie chodzić do szkoły. Ciekawe jednak, jak dziewczyna zareaguje na wieść, że tak naprawdę Ziyu jest wampirem?

Przypominam sobie właśnie ten dziwny twór jaki obejrzałam - i to nawet nie w całości, bo to byłoby za wiele - i nawet nie wiem, czy mam się czuć zniesmaczona czy zażenowana. Chyba postawię na rozbawienie, ponieważ ta nieudolność była wręcz komiczna. Odcinki trwają około 10 minut i dzięki wielkie, że tylko tyle! Sama wizja godzinnego epizodu w takiej formie, chybaby mnie osłabiła i już wtedy nie śmieszyła. Jak tu człowiek ma się przekonać do chińskich dram, kiedy widzi takie pokraczne coś na ekranie komputera? 

Dałam się skusić konceptowi nadnaturalnemu, mianowicie wampirom, do których mam słabość w każdej postaci. Stwierdziłam, że skoro Koreańczycy nawet dają radę stworzyć coś w tym temacie - i jest to całkiem znośne - to i Chińczycy dadzą radę. Nie, nie dali. Całe szczęście, że  to jedynie webdrama, bo w innym wypadku porzuciłabym zupełnie myśl o zaczęciu przygody z chińskimi produkcjami. 

Ale do konkretów. Kojarzycie nasze rodzime "Trudne sprawy" i wszelkie pochodne? Aktorsko My Vampire Boyfriend stoi jeszcze gorzej. Czułam się, jakby każdy z tych marnych aktorów, chciał mieć swoje 5 minut i tym samym robili co mogli by zaistnieć. Drewniane to wszystko było, z odcinka na odcinek wręcz udoskonalali kunszt bycia sztywnym (żarcik sytuacyjny; wampiry - czyli piękne trupy; haha - zrozumieliście?) Nawet przy dialogach wyglądało to tak, jakby bohater mówił sam do siebie, zupełnie nie zwracając uwagi na partnera. A  cóż to były za dialogi! Scenarzyści się popisali, nie ma co. Ubóstwiam pierwszy odcinek i tą plątaninę tekstu - cytuję niedokładnie - "bo Ziyu pozwolił mi u siebie spać, bo w dormie są wampiry, które zaatakowały jedną uczennicę i się boję", na co wampirek w okularach ściąga bryle i z satysfakcją w głosie mówi "wampiry... tak wyglądały?", po czym ukazuje swoje groźne, przestraszne kły! O nie, co za emocje, co za groza! Jeszcze nie wiem jak, ale zrobię sobie z tej sceny gifa i będę puszczać na poprawę humoru. 

Ja bawiłam się przednio, oglądając to cudo. Ryczałam za śmiechu, jak nigdy dotąd. I nie, nie dlatego, że to było zabawne. To było tak złe, że aż szkoda mi było energii marnować, by się wkurzać czy szukać większego sensu, który mógł zostać ukryty pod złą obsadą, trupią bladością, czerwonymi oczkami wampirków albo kłami - które swoją drogą wyglądały jak z pierwszego lepszego supernarketu; wiecie, takie które przed Halloween się kupuje. 

Nie mogę powiedzieć, żebyście nawet się za to nie zabierali. Właśnie nie, obejrzyjcie ten mini-serial. Nie warto co prawda, ale jest zabawnie, Żenująco jak cholera - bo kto by się spodziewał, że w 2016 roku doczekam takiego potworka - ale tym samym zabawnie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz