sobota, 2 lipca 2016

Moorim School [k-drama]


Przestrzegam przed tą dramą. Nawet trudno mi skrobnąć kilka słów, ponieważ to było tak złe, że chyba szkoda mojego czasu. Nawet nie skończyłam tego cuda, bo zwyczajnie nie dałam rady. 


W szkole Moorim nacisk nie jest kładziony jedynie na wysokie oceny, ale także na wartości. Nauczyciele dbają o to, by wpoić uczniom uczciwość, wiarę, poświęcenie i komunikację. Nauczyciele i uczniowie pochodzą z różnych krajów i środowisk. Każde z nich ma swoją własną historię. Do szkoły uczęszczać będą między innymi uczennica wspierająca swojego niewidomego ojca, niespełniona gwiazda oraz bogacz mający wpływowych rodziców.

Powiem tak, chyba wyrosłam z głupawych historyjek, które są nijakie, nastawione jedynie na pokazywanie idoli i słabego aktorstwa. Podczas pierwszego odcinka, miałam jeszcze złudną nadzieję, że serial się poprawi, że to tylko zły start z tymi fatalnymi efektami specjalnymi i mocami bohaterów. Po drugim odcinku czułam się jakbym usiadła na kanapie w domu moich rodziców i z braku lepszego sposobu spędzania wolnego czasu, przerzucała kanał po kanale w telewizji (ten luksus, ponieważ na stancji tv nie posiadam - może to i dobrze) i natrafiła na Disney Chanel i jemu pochodne. Dlaczego? Bo to kanał, gdzie puszczane są wszelkiej maści serialiki dla młodzieży, z kiepskim aktorstwem i "powalającą" fabułą. Moorim School doskonale wpasowuje się w schemat dramy młodzieżowej, która ma mieć prostą jak drut fabułę, ładnych aktorów, których nie powinno się dopuścić do tego fachu i daleko zakrojony fanservice. Ktoś powinien w końcu ogarnąć się i pomyśleć, że idole sukcesu nie zagwarantują - może i podniosą odrobinę oglądalność, jednak niesmak pozostaje; zawsze pozostaje. 

Kiedy zobaczyłam pierwsze kadry szkoły, pomyślałam, że to trochę Hogwart dla ubogich. Drama w typie, fantasy się sprzedaje za granicą, to zróbmy coś takiego w Korei. Może się uda. O nie, panowie producenci, nie uda się, jeśli fundusze które przeznaczycie na serial będą tak skromne, a wszystkie efekty specjalne będzie robił pan Kim z budą z soju. Nadnaturalne zdolności, sztuki walki... po co? Do cholerki jasnej, po co? Mnie to w żaden sposób nie zaciekawiło, a wprawiało z odcinka na odcinek w ogromne zażenowanie. 

Skoro już ponarzekałam na fabułę, to pora na aktorów. Jak ja uwielbiam, kiedy zatrudnia się ładne twarze, które aktorsko to leżą i kwiczą. Obserwowanie Lee Hyun Woo, który starał się być męskim, zdecydowanym i silnym facetem, było przekomiczne. Szczególnie, że gość kompletnie nie ma warsztatu i ja osobiście, za cholerę nie dałabym mu głównej roli. Cudownie dopełniał go Hong Bin (VIXX), który pobił wszystkie rekordy w byciu drewnem. Aż się łezka w oku kręci, kiedy spoglądam na tą parkę. Ani jeden, ani drugi grać nie potrafi. 

Dorzućmy do tego wszystkiego popowy soundtrack i mamy dramę rodem z koszmaru. Dla mnie to wszystko było za proste, za łatwe, za głupiutkie. Stara jestem, może się nie znam. Rozumiem natomiast, że serial mógł przypaść do gustu większości młodych ludzi (powiedzmy, tak 10-16 lat), bo to jest produkcja dla młodzieży. Która nie wymaga skupienia na fabule, nie przyciąga aktorstwem, tylko klatami i ślicznymi twarzyczkami głównych bohaterów. Dla mnie to osobiście za mało. 

Mam tylko jedno pytanie na koniec. Ile zapłacili Shin Hyun Joonowi,  że przyjął rolę w tej produkcji? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz