sobota, 2 lipca 2016

For the Emperor [k-movie]



Dystrybutor zaznacza, że film jest dla widzów dorosłych. I chyba jedynie to ma do pokazania. Sporo brutalności, krwi i cycki. No i Lee Min Kiego w pudlu na łbie, który miota się i tak nie za bardzo wie, co robi na planie filmowym. 


Tu już nawet nie można tłumaczyć kiepskości tej produkcji gatunkiem, czy argumentem, że film rzeczywiście był brutalny i nie każdemu mógł przypaść do gustu. To było po prostu złe kino, które brak scenariusza chciało zatuszować wszędzie lejącą się krwią, beznadziejną fryzurą Lee Min Kiego - który w tym filmie w ogóle nie gra, ma jedną twarz i nie jest to twarz gościa, który rzeczywiście jest zdemoralizowany i do sukcesu chce dążyć po trupach, a raczej coś w stylu "to był chyba zły pomysł przyjmując tą rolę" - cycatą lalą, z której próbowano coś wykrzesać, jednak tylko jej sztuczny biust i zrobiona twarz przyciągały uwagę (w tej zacnej roli Lee Tae Im). Nawet scena gorącego, prymitywnego seksu w wykonaniu Lee Min Kiego i jego nagi tyłek, nie potrafiła przekonać mnie do tej kiepskiej produkcji. 

Dwunastolatki, które chciałyby obejrzeć ten film, bo oppasek Min Ki... lepiej niech dadzą na wstrzymanie. Kobitki wy moje młode, zepsujecie sobie wizję Min Kiego jako złego flower boysa. Tutaj rzeczywiście jest zły i zdemoralizowany i do tego głupi. Nie warto tracić czasu na niesmaczne sceny seksu, które nic nie wnoszą do filmu, a raczej miały tylko zwabić napalone mamuśki przed ekrany. To jednak za mało, by produkcja mogła zaistnieć. 

Zero fabuły, wspominałam? W pewnym momencie nawet nie ogarniałam o co chodzi, co się właściwie dzieje. Akcja działa się zbyt szybko, była wręcz klatkowana i miało się wrażenie, że nie oglądamy ciągłej historii, a ciąg różnych niezwiązanych ze sobą zdarzeń. Zbyt wielka ilość intryg, które nie miały większego sensu. Ogrom siekanki + moja ulubiona cenzura. Ciekawe jest to, że jak pokazują mi sceny seksu, to żadnego kratkowania na ekranie nie mam. Kiedy jednak do gry wchodzi nóż i dźganie nim przeciwnika, to w magiczny sposób jest on rozmywany, co by nie demoralizować ludków, którzy przypadkiem sięgną po film. Aha. 

Ja osobiście nie polecam. Nie było w tym filmie nic, co mogłoby się podobać. No może oprócz Park Sung Woonga, który jako jedyny wczuł się w rolę i wypadł przekonująco - sorry, Lee Min Ki. Jeśli jednak zdecydujecie się na ten nudny seans, to nie czytajcie tych ostatnich zdań, gdyż będzie to SPOILER. Do cholery jasnej, ja rozumiem przedłużanie filmu ile się da, jednak oglądając film z D., zachodziłyśmy w głowę: "ile, kierwa, można umierać?". Zdecydowanie przesadzili z długością tej ostatniej sceny. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz