czwartek, 19 maja 2016

Wonderful Radio [k-movie]


Dawno nie oglądałam koreańskich filmów, dlatego widocznie zapomniałam jak są one długie i w większości - tak trafiam - nudne. Ten niemiłosiernie mnie wynudził. Mdłe to było i nijakie.



Czy Jin-A ocali swój program, a może będzie w stanie stanąć jeszcze na wielkiej scenie i zaśpiewać?



Jin-A jest byłą członkinią zespołu Purple, który za czasów swojego istnienia był bardzo popularny. Obecnie kobieta prowadzi audycję radiową, która nazywa się “Wonderful Radio”, jednakże program nie cieszy się popularnością. Jin-A stworzyła i produkowała ten program od początku, jednak pewnego dnia ma ją zastąpić Lee Jae-Ik. Kobieta nie może się pogodzić z tym faktem. [link]

Lee Min Jung wszędzie. W każdej scenie. Przyćmiewając innych aktorów. I bynajmniej nie dlatego, że grała świetnie, powalając resztę obsady na łopatki. Liczyłam na coś zabawnego, romantycznego, lekkiego. Było jak zwykle krzykliwie, męcząco i robiłam wszystko na komputerze, po prostu słuchając tego "romansidła".

Chyba najlepiej oglądało mi się Lee Kwang Soo. Lubię go, nawet jeśli wszystkie filmy w jakich go widziałam, przypasowywało go do postaci kretyna, takiego wysokiego, brzydkiego śmieszka, popychadła.

Lee Min Jung irytowała mnie w Sly and Single Again, a w tym filmie jej krzyki i słodki głosik pobiły wszystko. Jak dla mnie laska jest ładna - i to wszystko. Denerwuje mnie jej głos i zachowanie, nawet uśmiech. Wiem, że wybierając ten film z jej udziałem strzeliłam sobie w kolano, jednak chciałam dać szansę zmienienia o niej zdania. Nie potrafię. Niby nie gra fatalnie, ale ja nie mogę się przekonać.

Dlaczego wspomniałam, że to film gdzie widziałam tylko Lee Min Jung? Ponieważ główny bohater przewijał się, owszem. Jednak z główną bohaterką jakoś skutecznie się wymijali, w minimalnym stopniu tworząc jakąś chemię czy chociażby złudzenie komedii romantycznej. Było dużo krzyków, śpiewania gości audycji, czy też fałszowania - jak kto woli, i graniu na emocjach widzów (mnie to osobiście nie poruszyło, było sztuczne, mdłe, na siłę; zerowa magia i lekkość, za cholerę nie potrafiłam wczuć się w emocje postaci pobocznych).

Dodatkowo zawarto motyw, którego naprawdę nienawidzę. Mianowicie chodzi mi o przesławny zespół Purple, który miał jedną piosenkę. I ja zrozumiem wszystko, ale dlaczego za każdym razem, gdy drama/film opiera się na dawnym zespołe k-popowym, to głównym singlem jest mega ckliwa piosnka, z piszczącymi głosikami i najlepiej masą falbanek, kokardek w stylizacjach? Aż mnie mdli od tego. Dla przykładu : The Greatest Love, One More Happy Ending.

Czy polecam? Jeśli chodzi o fabułę - to zdecydowanie nie. Film o niczym. Kiepskawy, oglądałam lepsze. Jeśli komuś natomiast nie przeszkadza główna aktorka, a nawet ją lubi (no ładna babka z niej), to pewnie mu się spodobają te flaki z olejem.

Ja zdecydowanie wolę coś bardziej szybszego w akcji, mającej sens i naprawdę miałam ochotę na dobre romansidło, a nie na łzawe historyjki gości, którzy zostali zaproszeni do radia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz