piątek, 27 maja 2016

The Descendant of the Sun [k-drama]


Za mundurem panny sznurem. Nic zresztą dziwnego, kiedy Song Joong Ki wygląda jak milion dolców właśnie w mundurze. Jak uroczy dzieciak... który ma na karku trzydziestkę (nadal nie mogę pogodzić się z tym, jak młodo on wygląda), chyba że dać mu broń, wtedy robi się ciekawiej. 

Oddziały pokojowe ONZ zostają wysłane do kraju Uruk, w którym wybuchła wojna. Należący do nich kapitan Yoo Shi Jin, poznaje tam panią doktor Kang Mo Yeon, wolontariuszkę organizacji “Lekarze Bez Granic”. Oboje pracują na terenach dotkniętych chorobami i zniszczeniami. Ale czy w tym całym zgiełku, niebezpieczeństwie i stałej potrzebie czujności jest miejsce na miłość? [źródło]


Pierwszy odcinek. 28.02.2016
Gwoli wstępu pozwolę sobie napisać, że czekałam z niecierpliwością na ten serial. Po pierwsze dla Song Joong Ki'ego, który jak poszedł do woja, to oczywiście zniknął z wszelkiej aktywności na ekranie. Po drugie - same zwiastuny był niezwykle emocjonujące, nawet jeśli było wiadome, że to będzie romansidło z motywem wojska, wojny i tragedii. A po trzecie - trailery zostały naprawdę dobrze nakręcone. Obiecujące było również to, że drama została już ukończona, więc nie ma niczego robionego na szybko i na odpierdziel.

I to wszystko widać. Szczególnie po pierwszym odcinku, który właśnie skończyłam oglądać. Zaczęło się niczym dobry film akcji, bardzo dobrze nakręcono wszystkie sceny. Kolejna część to wplecenie oczywiście komedii i zauroczenia. To, co mnie najbardziej zainteresowało, to pełna otwartość i brak podchodów. Wszystko jest jasne, ona podoba się jemu, on jej i co najważniejsze, nie ukrywają tego. Nie mają zresztą czasu na owijanie w bawełnę, kiedy ma się do czynienia z żołnierzem, który jest ciągle pod telefonem. I tak to odcinek kończy się bardzo wzruszająco (ta scena z helikopterem, moje serce pęka - nie spodziewałam się tego w pierwszym odcinku), tak by całkowicie zakończyć się znowu emocjonująco. Zaciekawiło mnie to, chociaż za cholerę nie wiadomo w jakim kierunku potoczy się cała fabuła. Liczę na dużo dobrych scen akcji, ładnych widoków, ciętych dialogów i tylko odrobinę wzruszeń. Na chwilę obecną jestem tylko odrobinę niezadowolona z kreacji bohaterów, a szczególnie roli Song Joong Ki'ego (dziwnie, ponieważ dla niego oglądam tę dramę), który niby gra beztroskiego gościa, który jest jednak szefem swojej jednostki. Dobrze się go ogląda, jednak liczę na więcej męskości i bardziej zarysowanego charakteru, póki co nie mogę go rozgryźć.

Dalej...
Joong Ki dobrze wypadł. Świetna chemia z Song Hye Kyo a ich rozmowy kiedy zaczynają grać smętną muzykę, aż powodują ciarki. Co jak co, ale dialogi fenomenalnie napisane, takie życiowe, poruszające, bardzo metaforyczne. To wręcz idealne romansidło, bez przesadnego humoru. Chociaż nie zmienia faktu to, że to on i Jin Goo robili tą  dramę i mimo tego, że pozostała obsada była naprawdę dobra, to zdecydowanie Joong Ki prowadził tą dramę. Nawet Song Hye Kyo nie oglądało mi się zbyt dobrze.

Znowu mamy hamerykańców, którzy swoje kwestie wymawiają jak dla upośledzonych - wolno i wyraźnie. I jest zachowany stereotyp "białego człowieka", który jest trochę nieogarnięty, a statyści zatrudnieni do tych ról i mający po kilka kwestii uczyli się chyba ich w kiblu, bo na tym samym poziomie stoi ich "aktorstwo pożal się boże". Standard.

Panowie od efektów specjalnych dali czadu! Dawno nie widziałam tak ładnie zrobionych scen akcji, wojskowych, walki czy trzęsienia ziemi z 6 odcinka. Co prawda nie był to poziom hollywodzki, jednak jak na dramę jest on bardzo wysoki. Aż przypominają mi się co niektóre koszmarki z innych dram - tutaj aż się nadziwić nie mogłam. 

Pan Onew. Wiadomo, idola trzeba było wcisnąć, jakby sama obecność Joong Kiego nie wystarczała. Miło się go oglądało, dopóki nie zaczął jęczeć i dramatyzować w odcinku 6 - co było na wyrost i kompletnie niepotrzebne. Nie wspominając o tym, że do cholery jest lekarzem i śmierć pacjentów jest czymś normalnym, szczególnie podczas klęsk żywiołowych (tutaj polecieli po bandzie ze scenariuszem). Ja tam zachwycona jego postacią, ani grą nie byłam. Talentu nie odkryłam w nim żadnego. Był bo był, a jego postać mogłaby zupełnie nie istnieć. Szczególnie, kiedy musiałam zobaczyć ostatni odcinek, w którym zrobiono podsumowanie, czyli kiepską mowę, właśnie wygłoszoną przez Onew. Masakra, tyle.  

Ogólnie nie jestem zadowolona z zakończenia. To było takie żenujące... 

Zastanówmy się jednak nad fenomenem dramy, która poza aktorami i dobrym montażem nie miała nic innego. Nie zrozumcie mnie źle, bardzo podobała mi się ta drama... ale była o dupie Maryny. Scenariusza kompletnie nie miała, ani jakiejś trzymającej w napięciu fabuły. I ja tu już nie mówię o sprzeciwiających się rodzinach, śmiertelnej chorobie. Akcja płynęła wolno, bez momentów, kiedy broń wchodziła na ekrany, gdzie rzeczywiście postarano się o to, by sceny akcji wciągały i przyspieszały. Jednak po tych efektownych kadrach.... znowu zwalniano i wprowadzano romansidło i humor. Serial ten był o rozwijającym się związku dwójki zapracowanych ludzi. Tyle. Oczywiście, pięknie nakręcony. Oczywiście, z błyskotliwymi dialogami. Oczywiście, z genialną (kasową przede wszystkim obsadą). Ale dalej o niczym. 

Szał doprowadził do tego, że ludzie po raz ponowny zakochali się w Song Joong Kim, ulubioną parą stała się para poboczna (Kim Ji Won - która świetnie wpasowała się w starszą obsadę i Jin Goo), a product placement wylewał się ekranów. Na początku nieśmiało, bo tymi malutkimi czerwonymi saszetkami z żeń-szeniem, które kiedy okazało się, że sprzedaż wzrasta... postanowiono wprowadzić przeróżne produkty, gdzie się da. I nie rozeszło się to bez echa. Oczywiście trudno wprowadzić jakieś super produkty, kiedy jest się na terenie objętym wojną (dalej jednak zastanawiam się, jakim cudem mogli porozumiewać tymi swoimi szpanerskimi telefonami, i co lepsze - nawet mieszkańcy tego dziwnego kraju, pokazywali się z najnowszym modelem komórki), kiedy jednak bohaterowie wrócili na łono Korei, już nie szczędzono lokowania produktu. 

Drama, która przejęła pierwsze miejsca w oglądalności (swoją drogą rekord od lat), musi mieć wpływ na Koreańczyków. Jak okazuje się, nie tylko na nich, ponieważ drama w tym samym czasie emitowana była w Chinach. I czyżby szykował nam się nowy rynek? Korea widocznie szturmem chce wziąć chińskich odbiorców, a to wiąże się z tym, że jeśli ktoś chciałby zdobyć względy chińczyków, to musiałby przedstawić całościową już nakręconą dramę Czy po sukcesie Descendant of the Sun, dożyję tego okresu, kiedy dramy rzeczywiście będą świetnie nakręcone i pójdzie się w dokładność, a nie kręcenie odcinków zgodnie z opinią widzów i ich zainteresowaniem? Jedno jest pewne, Chińczycy zakochali się w serialu i oprócz wzmożonych wycieczek do Korei, ci chcieli oglądać plan z serialu, a dokładniej bazę wojskową z Uruk. Dla mnie to fenomen. Specjalnie zresztą złożono na nowo budynek. 

Z ciekawostek. Drama będzie również emitowana w Polsce. Zszokowani? Pewnie nie, ponieważ news pojawił się już jakiś czas temu. Fajnie jest oglądać dramy na dużym ekranie, jednak ja dalej jestem zwolenniczką napisów. Jestem jednak ciekawa reakcji mojej mamy, która zakochała się w emitowanej ostatnio Cesarzowej Ki. 

Podsumowując jednak Descendant of the Sun. Brak fabuły bardzo boli, jednak nasza uwaga odwracana jest przez Song Joong Kiego (oj, moją odwróciło - przynajmniej na moment), genialne sceny akcji i efekty specjalne. Widać, że drama była kręcona o wiele wcześniej (może bez ostatniego odcinka, sceny zostały niestety zmienione na rzecz fanów; szkoda). Dodatkowo powstały trzy bonusowe odcinki, za które nie mam zamiaru się zabierać - coś czuję, że obniżyłyby mi ocenę dramy. 

Ah, właśnie! Nie napisałam jeszcze słowa o muzyce. Oprócz piosenki Mad Clowna, nic mi się nie podobało. Smęty takie. Liczyłam swoją drogą na bardziej zagraniczny soundtrack. Skończyło się na gwiazdkach koreańskich. Niestety. 

Dramę oczywiście polecam. Daję mocne 7/10. A Wy? Co myślicie? Zakochani w produkcji i Song Joong Kim? Czy odrobina rozczarowania? 


1 komentarz:

  1. To była moja pierwsza drama koreańska jaką obejrzałam do początku do końca i jestem nią po prostu zachwycona ^^ nie spodziewałam się czegoś takiego. Pełno akcji przeplatającej się z wątkiem miłosnym który o dziwo mi nie przeszkadzał a wręcz przeciwnie >_< pokochałam parkę poboczną :* jak dla mnie to najlepsza drama jaką widziałam i przez nią przekonałam się do obejrzenia wiele innych. Pozdrawiam i zapraszam do mnie my-dream-is-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń