piątek, 20 maja 2016

Protect the Boss [k-drama]


To było naprawdę męczące oglądać aktorów, którzy mając swoje lata, dostali role, gdzie ich charaktery przypominają burzę hormonów u nastolatka, z głupimi minami, dialogami. Drama nie dla mnie. Kolejna zresztą. Nie mam pojęcia zielonego jak się skończyła. Przeskakiwałam co kilka odcinków, mniej więcej żeby orientować się w fabule. Fabule, ha! To słowo nad wyrost. 



Historia No Eun Seol (Choi Kang Hee), kobiety po trzydziestce, która nie może znaleźć pracy przez swój wiek. Kobieta w końcu dostaje pracę sekretarki jednego z dyrektorów pewnej wielkiej firmy, rozrywkowego, roztrzepanego i niekompetentnego Ji Hyun (Ji Sung). Nie będzie miała pojęcia, iż została zatrudniona przez kuzyna Ji Hyun, Cha Moo Hyun (Kim Jae Joong), gdyż wypadła najgorzej spośród wszystkich kandydatek. Moo Hyun dzięki niej chce jeszcze bardziej zwiększyć przewagę nad swoim kuzynem w walce o prezesurę rodzinnej firmy. Okazuje się, że głównym problemem Ji Hyun jest przede wszystkim paniczny strach przed publicznymi wystąpieniami. Eun Seol w końcu zostanie jego jedynym wsparciem w walce z kuzynem. Kobieta dodatkowo zakocha się w Ji Hyun nie wiedząc, że wbrew sobie głębsze uczucia zacznie do niej żywić Moo Hyun, który planuje ostateczne zniszczenie Ji Hyun przy pomocy jego pierwszej miłości, ambitnej prawniczki, Seo Na Yoon (Wang Ji Hye)... [źródło]


Cała obsada wydała mi się zbyt infantylna. Na siłę postacie próbowały przyciągnąć widza. Nazwiska niezłe, jednak jak wspominałam wyżej, widziałabym w zupełnie innej roli Ji Sunga, niż nierozgarniętego chłopaczka - który swoje lata ma - nie wiedzącego, co właściwie robi na tym świecie. Jego nieporadność życiowa rozkładała na łopatki i to nie w tym dobrym sensie. Choi Gang Hee nie zdobyła zupełnie mojego serca, a irytowała. Szczególnie minami, które ukazywały jej niespecjalne piękno - ale chociaż tutaj plus za to, że główna bohaterka nie grzeszyła urodą. Chociaż jej postać okazała się najbardziej ogarnięta i dojrzała ze wszystkich. Co nie zmienia faktu, że ogólny zarys, jakoby starzeje się coraz bardziej i nie może znaleźć stabilnej pracy, kompletnie mnie nie przekonuje. To o czym w końcu była ta drama? O życiowych nieudacznikach i pierwszych miłostkach - oh, moje ulubione sceny typowych "starszych dram", gdzie główny bohater trzyma się rozpaczliwie za serce i gdy to szybciej bije przy głównej bohaterce, to on biedny nie wie, co to jest i myśli, że zaraz padnie trupem na zawał jakiś, czy cóś; oj, chciałabym - a to wszystko wplecione w słaby, bądź co bądź, humor? Chyba tak. Niestety. A zawiodłam się dodatkowo, ponieważ na forach serial jest jednym z polecanych. Aha. 

Nie byłabym sobą, gdybym nie ponarzekała na idoli w dramach. Tutaj też mamy jednego. Mojego ulubieńca. I tak, powtórzę moją starą śpiewkę. Uwielbiam Kim Jae Joonga. Ale jak śpiewa i pozuje do zdjęć. Nie mogę znieść jego głosu, kiedy mówi i nienawidzę jego gry aktorskiej. To tyle o nim. 

Cała obsada była jakby niedopasowana, albo po prostu scenariusz był słaby. Dobra, nie. Wszystko w tej dramie należałoby poprawić. Źle się to oglądało. Może dlatego, że to standardowa miła dramka z elementem wyolbrzymionej tragedii z tamtego okresu? W roku 2011 może to i było na czasie. Może i bym się zachwyciła tą produkcją, albo na pewno by mnie nie raziła, gdybym nie obejrzała już tyle seriali koreańskich i nie wyrobiła gustu? Może. 

Kurcze, nawet niezłą oglądalność miała ta drama. Nie jakąś szałową, ale przyzwoitą. Jak można przeczytać z ciekawostek - dramę przedłużono o dwa odcinki z powodu dobrej oglądalności. Widać, że rok 2011 oraz +/- dwa lata, były bardzo słabe. 18%? Spójrzcie na wyniki hitowego Kosmity albo niedawnego Descendant of the Sun.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz