sobota, 5 marca 2016

Witch Yoo Hee [k-drama]



Dziwnie się ogląda Han Ga In w takiej fryzurze. Wiedźma Yoo Hee to taka klasyczna drama koreańska starego stylu. Wszystkie podstawowe elementy zostały zachowane - dobrze, że oszczędzili mi amnezji. Trochę nudnawo. 



Ma Yoo Hee uważana jest przez współpracowników za ponurą i bezduszną wiedźmę. Gdy spotyka Chae Moo Ryong, który marzy o zostaniu szefem kuchni, jej życie się zmieni. Chłopak, aby spłacić dług wobec "wiedźmy", zostaje jej gosposią i obiecuje Ma Yoo Hee, że pomoże znaleźć jej chłopaka. Na horyzoncie pojawia się bowiem nie byle kto, przystojny szef kuchni Johnny Kruger oraz dawna miłość Yoo Hee, lekarz Joon Ha. [cała drama]


Po pierwszym odcinku.
Nie jestem przyzwyczajona do tych pokazów ówczesnej mody, świecących makijaży i małej dbałości o szczegóły. Obawiam się, że ta produkcja może być dla mnie za starą. Główna bohaterka jest za sztywna, gra nieciekawie, cała postać która ma przecież zachwycać, trochę rozczarowuje. Do tego odrzuca mnie pierwszoplanowy aktor - nie lubię go.

Dalej. 
To typowy scenariusz dram z "dawnych lat". Do tego z tak kiczowatymi elementami, które niestety występują ze sobą w ciągu. Chodzi mi mianowicie o to: upiła się --> zasnęła przed drzwiami --> on ją podniósł i wrzucił do wyrka --> przy próbie rozebrania z mokrych ciuchów, laska budzi się --> do tego budzi się trzeźwa i pełna oburzenia --> prosi o wodę --> *dwie minuty później* --> jestem umierająca na przeziębienie, a grypa mnie wykończy --> rano się budzę i jednak jestem zdrowa. Tadam! Tak wyglądały stare dramy (chociaż i obecne produkcje, czasami chwytają się tych uniwersalnych trików). Do tego mnóstwo "zabawnych" sytuacji, które mnie osobiście żenowały. Do tego tyle miłości...

W ogóle uznałam dramę za strasznie płytką. Bohaterowie nie byli fajnymi postaciami, nie były one dobrze zbudowane. A obecnie to bardzo się liczy, żeby się przebić z nijakości. I o ile gówna para z odcinka na odcinek rozkręcała się, a ich relacja tylko się podkręcała, dając widzowi spełnienie, to cała pozostała obsada... równie dobrze można było postawić tekturowe odpowiedniki, ponieważ aktorzy byli płascy, bezosobowi, albo przesadnie wyeksponowani. Szczyt wszystkiego pobił Kim Jeong Hoon, który nie pokazał nic w dramie, oprócz tego samego wyrazu twarzy, sztywności i zarówno ja, jak i pewnie on zastanawialiśmy się, ale co on tutaj robi i jaki jest cel jego postaci.

Znowu cała reszta bohaterów, to dosłownie istne skrajności i ich zachowania powodowały male zdumienie. Bo jak od razu widać, że głównych bohaterów do siebie ciągnie, to mimo wszystko każde tkwiło w innych związkach. Takie szarpanie się miało być pewnie pełne melodramatu, ja jednak nudziłam się tymi wszystkimi zazdrościami, kłótniami i intrygami. Co gorsza dwa ostatnie odcinki powaliły na kolana ilością rozstań, powrotów i kłamstw Pana Tatuśka.

Chociaż nie mogę powiedzieć, że nie było scen, które wyjątkowo przypadły mi do gustu. Już nawet oklepany motyw z ucieczką spod ołtarza bardzo mi się podobała. Cała relacja między główną parą dobrze ze sobą współgrała.

Wiedźma Yoo Hee okazała się być po prostu niezbyt pewną siebie dziewczyną, która potrzebowała miłości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz