sobota, 30 stycznia 2016

Oh My Venus [k-drama]



So Ji Sub sprawia, że za każdym razem gdy go widzę na ekranie, moje uwielbienie do niego tylko rośnie. Może nie jest wybitnym aktorem, ale jakoś zawsze udaje mu się mnie przekonać. Jestem na tak! Aż samemu chce się zdrowo odżywiać i trenować, jeśli miałoby się to odbywać pod okiem takiego trenera. PS. Jeśli to zdjęcie u góry Was nie przekona do objerzenia serialu, to ja nie wiem co to może być :)

Kang Joo Eun (Shin Min Ah), to 32-letnia prawniczka, która w ostatnich latach bardzo się zaniedbała. Przytyła i nie przypomina siebie sprzed lat, gdy była uważana za najpięknięszą „Venus” z Daegu. Dodatkowo po 15 latach związku zrywa z nią jej chłopak, Im Woo Shik (Jung Gyu Woon). Tuż po tym zdarzeniu zostaje wysłana do USA. Gdy wraca, to w samolocie w niezbyt sprzyjających okolicznościach poznaje Kim Young Ho (So Ji Sub) – lekarza, który ratuje jej życie. Kobieta nie ma pojęcia, iż mężczyzna jest bardzo znanym trenerem personalnym, działającym pod pseudonimem John Kim. Dzięki jego metodom wiele znanych przed laty kobiet wraca do wspaniałej formy. Kobieta po powrocie do Korei odnajduje mężczyznę i po paru nieporozumieniach ten postanawia jej pomóc. Z czasem dieta i ćwiczenia zaczną przynosić efekty, a Young Ho zauważy, że Joo Eun powoli wkrada się do jego serca… Ponadto kobieta będzie musiała zmierzyć się z „duchami przeszłości” w postaci jej byłej przyjaciółki, Oh Soo Jin (Yoo In Young), która nie dość, że została jej szefową, to na dodatek jest… nową dziewczyną Woo Shik. Sam Woo Shik nie pozostanie obojętny na powrót Joo Eun do wyglądu sprzed lat… [źródło + drama] [serial dostępny również na viki.com]

Po pierwszym odcinku.
Uff, aż gorąco mi się zrobiło... ale od początku. Zaczyna się niewinnie, za to bardzo dobrze zmontowane. Głowna bohaterka jest pięknością, za którą wszyscy się uganiają w liceum (coś bardzo podobne do She was pretty). Lata mijają i laska spełnia się zawodowo jako prawnik, tkwi w piętnastoletnim związku ze swoją pierwszą miłością i zanosi się na upragnione zaręczyny. Szkopuł w tym, że gość w dniu ich rocznicy... rzuca ją. Kobitka łapie doła i myśli, że narzeczony rzucił ją z powodu zmiany z eterycznej istotki z liceum w chrumcię (ulubione słowa mojego faceta odnośnie osób puszystych). Co tam było potem...? Ah, no tak, reszta fabuły mnie nie bardzo obeszła, bo oprócz tego że wiadomo będzie, że cała fabuła będzie płytka jak kałuża, czyli wielka przemiana w piękność (ponownie)... na pierwszy plan wyszedł So Ji Sub.

So Ji Sub ściąga koszulkę. Ja wstrzymuję oddech. So Ji Sub zaczyna ćwiczyć BEZ koszulki. Szybsze bicie serca u mnie. So Ji Sub ładuje się nagi do wanny. Ja wydaję z siebie pisk rozkoszy. Łomatkobosko, nie za dużo zawałów serca zafundował mi ten facet?

I tak, tylko tyle pamiętam z tego odcinka. Gołą klatę So Ji Suba.

Czy w dalszej części było tak gorąco?
Skoro już wiemy, że drama będzie o ćwiczeniach i wplecionej miłości, to oczywiście że tak. Oprócz tego, że  mamy dużo ładnych ujęć sześciopaka Ji Suba, on sam gra tak raczej lekkoducha. Takie duże dziecko, z całkiem śmiesznymi ripostami. I tak jak w Master Sun przygarnął sobie tekst "Wynocha!", tak tutaj pyta się "Jestem ciekawy, więc zapytam.", by później nie szczędzić widzowi dwuznacznych zdań i nawiązań do upojnych nocy.

Fabuła podobna do She Was Pretty, podobna maniera montażu, humoru, tylko aktorzy inni. Moim zdaniem lepsi, albo po prostu mi przypadli bardziej do gustu, bo ich lepiej znam, widziałam z nimi wiećej produkcji. Potrzebny byłrównież śmieszek, który będzie uroczym kociakiem, rzucajacym uroczymi minami i tekstami - i tutaj mamy Henrego. Jak na idola gra dobrze i nie irytuje mnie, chociaż jego postać raczej mało wnosi do fabuły. Po prostu dobrze się na niego patrzy i jest takim promyczkiem, który jeszcze bardziej rozświetla serial.

Nawet sceny łóżkowej się doczekałam. Była ona co prawda rodem z Simsów, jednak nie zamierzam narzekać. So Ji Sub, jako prawdziwy samiec, "nie może się skoncentrować przy świetle", to dlatego chowają się pod kołdrą.

Genialna, powtarzam GENIALNA relacja miedzy Shin Min A a So Ji Subem. Zagrali na totalnym luzie, główna bohaterka nie była nieśmiałym, szarym, nijakim kociakiem, a kocicą, która potrafiłą pokazać pazur i miała jeszcze więcej sprośnych myśli niż Trener Kim. Uśmiałam się, upłakałam i cieszyłam się, że skoro już wprwadzili wątek cheabola, księcia na białym koniu a właściwie w białej limuzynie  obyło się bez zbędnych dramatów. No wiecie, "mój wnuk jest tak bohaty, jest taką dobrą partią, więc nie zwiąże się z nikim z nizim społęcznych!". Oszczędzono nam tego i całe szczęście, ponieważ dzięki temu serial wydawał się mniej standardowy.

I jak pisałam o pierwszych wrażeniach i o tym, że fabułą nie będzie istniała... i tu miałam rację. Po prostu serial był o połączeniu się dwójki ludzi, typowe romansidło. Drama miała jednak swoje smaczki. Bardzo podobał mi się bodajże 12 albo 13 odcinek, był genialnie nakręcony, z dobrymi tekstami. Byłąm zachwycona, mimo tragedii jaka się wtedy odegrała - i trochę przypominało mi Master's Sun.

O dziwo, drama miała dość słabą oglądalność. Natomiast zdobyła sporą ilość nagród na gali KBS. 

Dramę polecam. So Ji Sub daje radę i ciekawie się go ogląda, kiedy tym razem nie był aż tak sztywny. Obowiązkowa pozycja dla każdego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz