poniedziałek, 14 grudnia 2015

The Greatest Love [k-drama]



Powinni częściej zatrudniać w rolach amantów facetów z krwi i kości, a nie gogusiów. Taka jest moja refleksja po obejrzeniu tej dramy. Starsi panowie rządzą! 


Ae Jung (Gong Hyo Jin) była najpopularniejszą członkinią girlsbandu National Treasure Girls. Jednak 10 lat temu zespół się rozpadł i ją najbardziej obarczono za to winą. Pomimo serdecznej osobowości jej kariera ucierpiała i teraz Ae Jung stara się walczyć o czas antenowy w różnych variety shows. Dok Go Jin (Cha Seung Won) to super gwiazda filmowa u szczytu popularności. Dwójka ta spotyka się i ich losy się ze sobą splatają. Yoon Pil Joo (Yoon Kye Sang) jest lekarzem medycyny orientalnej, którego nie interesuje przemysł rozrywkowy, ale zgadza się na udział w programie randkowym. Dok Go Jin pomaga Ae Jung dostać się do nowego reality show “Couple Making”. Pil Joo jest właśnie tym kawalerem biorącym udział w „Couple Making”. Obaj mężczyźni zakochują się w Ae Jung. [drama]

Po pierwszym odcinku.
Pierwsze co rzuciło się w oko, to beznadziejny montaż, biorąc pod uwagę tak popularnych aktorów i stację. Strasznie toporne to było. Te przejścia, muzyka niczym z jakiejś głupawej komedii. Jakoś w ogóle pierwszy odcinek nie przypadł mi do gustu, jednak mam nadzieję że to się zmieni. W końcu wiele oczekuję po mojej Gong Hyo Jin. Z drugiej strony jej partner Cha Seung Won... To nie tak, że gościa nie lubię, skąd. Tylko ta jego twarzyczka gangstera i głos poważnego mężczyzny nijak mi pasuje do komedii romantycznej i do tego jeszcze o celebrytach. W pierwszym odcinku było odrobinę zabawnie z jego udziałem, jednak tak samo sztucznie, jakby Cha Seung Won nie pasował do tej całej bajki.

Dalej.
Rozkręciło się. W drugim odcinku sprawili, że nawet popłynęła mi łezka. Moje obawy do zabijaki Cha były bezpodstawne, ponieważ aktor zerwał z wizerunkiem standardowego przystojego chłopca w romansidle i mamy faceta z krwi i kości. Jego bohater jets co prawda dziecinny, zbyt przesadny w swoich emocjach i za bardzo krzykliwy, jednak jakoś się do tego przekonałam. Czasami aż dziwiłam się, co on właściwie robi na ekranie, bo może niektóre sceny nie były o tyle zabawne, co żenujące - serio, jego co niektóre teksty czy miny powodowały, że wbijałam się głębiej w fotel z zawstydzenia.

Za to pocałunki, ha! Mójtyborzu, on jej nie całował... on ją pożerał! I to bardzo często, do tego na równi z przytulasami, więc jeśli czekacie na słodką dramkę, to tutaj seks aż się wylewa. Bo nie jest to łagodne, nie jest to urocze. Patrzy się na tego faceta i aż chce się być na miejscu Gong Hyo Jin, żeby być tak obracaną przez takiego męskiego gościa.

Do tego miłość na ekranie od razu robi się mocniejsza i bardziej wiarygodna, kiedy wisi nad nią widmo śmierci. Nasz bohater jest w końcu śmiertelnie chory i końcówka dramy musiała być tą damatyczną i kulminacyjną. Przeżyje czy nie przeżyje? Nawet jeśli doskonale wiemy jak się skończy serial, kto z kim będzie - bo to nie historyk, że uśmiercą głównego bohatera/bohaterkę - to i tak ostatnie odcinki trzymają w napięciu, a prawdziwe łzy Seung Wona ranią moje serce.

Płytki scenariusz, z fajnymi aktorami, złym montażem (do którego jednak można się przyzwyczaić), kiepską muzyką. I to właśnie główna para pociągnęła cały serial. Ich zgranie, chemia, nietuzinkowy wygląd Cha Seung Wona jak na amanta. Najprzyjemniej ogladało się właśnie tą dwójkę, reszty aktorów nie zapamiętałam i nie obchodziły mnie ich problemy. Gong Hyo Jin ma to do siebie, że potrafi zrobić realistyczne romansidło. Że całość wygląda niewymuszenie, że para dobrze się ze sobą czuje. Ile bym jej nie oglądała, nigdy mi mało tej aktorki. 

Gdyby szukać na upartego głębszego sensu, to można upatrzyć naprawdę ciężkie życie celebrytów w Korełce. Jeśli choć ułamek tego co pokazano jest prawdą - a wiadomo, że jest - to celebryci mają naprawdę przekichane. 

I ta końcówka! Każda drama powinna tak się kończyć... a nie wyjazdami , pożegnamiami na lotnisku i łzawymi powrotami. Świetna! Polecam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz