czwartek, 19 listopada 2015

Shut Up: Flower Boy Band [k-drama]

Dziś bez jakiegokolwiek wstępu co do serialu. Jestem po prostu zmęczona tą produkcją.


Eye Candy jest 6-osobowym undergroundowym zespołem rockowym prowadzonym przez Byung Hee. Kiedy grupa przenosi się do prestiżowego Liceum Jungsang, natrafia tam na swojego rywala, Strawberry Fields. To historia o dwóch zespołach rockowych i o tym, jak radzą sobie z przyjaźniami i pasją do muzyki.

Wrażenia po 1 odcinku.
Spodziewam się prostej dramy muzycznej, na to w sumie wskazuje tytuł. Póki co jestem najbardziej zadowolona z gry Lee Min Kiego, co prawda wygląda jakby chodził ciągle na jakimś haju. Szkoda, bo z tego co widziałam to ma tylko rolę cameo i już wiem, ze umrze.  Mam nadzieję, że pojawi się więcej muzyki, bo to niby o tym ma być ta drama - oby.

Dalsze przeboje.
 Z całej serii Flowersów na tvNie jestem zadowolona najbardziej z dramy z Pomidorem, znanym jako Park Shin Hye. Jakoś tylko ta produkcja przypadła mi do gustu najbardziej, została dopracowana pod względem scenariusza, fabuły. Boy Band było miłe, czasami przesadnie słodkie albo w drugą stronę usilnie starano się zrobić z tego "mocne" kino - szczególnie początkowe wszędobylskie bójki i udawana brutalność. Lee Min Ki - mimo że grał w dwóch odcinkach ledwie - pokazał najwięcej i to jego najlepiej mi się oglądało. Całe te rozterki tej młodzieży były naciągane i w minimalnym stopniu mnie poruszyły.

Mogę jednak z czystym sumieniem powiedzieć, że muzyka była naprawdę ciekawą. Co prawda nie jest to może najlepsza drama z muzycznych jakie widziałam, jednak wybitnie źle nie było. Zaspokoili mnie. Również zdjęcia i montaż był dobrym. Ładne przejścia, czasami takie bardzo artystyczne ujęcia. Szkoda, że kłóciło się to z mało zachwycającą grą aktorską. Zatrudniono co prawda ładnych chłopców, szkoda tylko że nie bardzo są aktorami - no cóż, nie można mieć wszystkiego.

Po którymś tam odcinku serial zaczął mnie nudzić i zwyczajnie przewijałam co niektóre nudne wątki. Fajnie też, że nie skupili się na samym romansie, ale na przyjaźni, problemach bo wtedy to już zupełnie spisałabym dramę na straty.

To nie znaczy jednak, że jakoś super wysoko ją oceniam. Wstyd się przyznać, ale zakończyłam seans na 10 odcinkach i więcej jakoś nie dałam rady - a wiedzcie, nieczęsto mi się to zdarza. To nie była drama dla mnie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz