niedziela, 11 października 2015

My Girlfriend is an Agent [k-movie]


Mimo wielkiego uwielbienia Koreańczyków do robienia komedii sensacyjnych, rzadko która naprawdę się udaje i jest warta obejrzenia. Jednak, o ile zachodni widz nie znajdzie w takiej produkcji nic ciekawego (czyt. ja, bo pewnie większości film będzie się podobał), to Koreańczycy ogromnymi grupami chodzili do kin. 

Soo-ji Ahn (Ha-Neul Kim) pracuje dla rządu Korei Południowej. Jej praca różni się jednak od typowych prac biurowych – jest szpiegiem. Kobieta spotyka się z Jae-joon Lee (Ji-Hwan Kang), przed którym udaje, że jest pracownicą biura podróży. Mężczyzna jednak przestaje jej ufać, gdy kolejny raz dziewczyna go okłamuje. Postanawia z nią zerwać. Mijają trzy lata… Soo-ji przebrana za sprzątaczkę śledzi szpiega gospodarczego. Przez przypadek spotyka Jae-joon, który został cenionym księgowym. Okazuje się jednak, że mężczyzna zamiast na studia pojechał na szkolenie dla szpiegów i teraz jako początkujący szpieg w trakcie swojej pierwszej akcji spotyka byłą ukochaną…[opis + film]
 
Produkcja okazała się aż takim sukcesem, że postanowiono zrobić na podstawie scenariusza dramowy remake. Tego to już za cholerę nie rozumiem. Ja wiem, że uwielbienie do prostych filmów, wręcz głupiutkich może zarazić... jednak aż tyle sprzedanych biletów? Dziewięć tygodni w czołówce? No nie, ten film jest na to za słaby. 

Coś czuję, że obsada przyciągnęła ludzi przed ekrany kinowe. W końcu mamy bardzo znaną Kim Ha Neul, która całkowicie zdominowała wszystkie sceny, a Kang Ji Hwanowi zostawiła ochłapy. Gość był tym drugim, który mało wniósł do całego filmu i przewinął się bez jakiegokolwiek osiągnięcia. Z tym aktorem mam jeszcze tak, że strasznie irytuje mnie jego głos i np. w "Lie to Me" jego postać była strasznie irytująca. W My Girlfriend is an Agent był znowu nijaki. Ani to zabawne było, ani jakoś wielce poruszające.

Jedno trzeba przyznać tej produkcji. Nie zrobiono z tego filmu romansidła z elementami sensacji. Było co prawda odwrotnie, jednak nie będę już komentować tych scen sensacyjnych, bo to było po prostu żenujące. Tak to jest, jeśli chce się połączyć w koreańskim kinie komedię, romans i sensację razem. W efekcie końcowym widz nie widzi żadnego gatunku, ponieważ wszystko jest strasznie chaotyczne i głupio-mądre, jakby scenarzyści i reżyser w pewnym momencie się pogubili i nie wiedzieli co właściwie zrobić. 

Filmu nie polecam. Strasznie płytki, nijaki. Kiedy powinni bardziej postarać się z efektami specjalnymi, wychodziło marne kino komediowe. Kiedy powinni zahaczyć o romans, psuli to kiepskimi dialogami albo łzawymi wyznaniami. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz