sobota, 11 lipca 2015

Nail Shop Paris [k-drama]



Nadszedł ten dzień. Nadeszło zło, które jak na mój gust nigdy nie powinno mieć racji bytu. Tak źle zrobionej dramy jeszcze nie oglądałam. Ona aż zawstydza brakiem profesjonalizmu i brakiem logiki.


Hong Yeo Joo pisze powieści internetowe i wreszcie otrzymuje szansę, by wydać swoją twórczość w postaci książki. Niestety przez swojego wydawcę zostaje zmuszona do napisania nowej historii, co okazuje się nie być takie proste, kiedy zaczyna jej brakować pomysłów. Za sugestią przyjaciółki, Yeo Joo bohaterem postanawia uczynić prawdziwą osobę, a jej wybór pada na pracownika salonu manicure, Alexa, który skrywa pewien sekret. W salonie poza Alexem pracuje także radosny Jin i zdystansowany Kei, którzy poza paznokciami swoich klientek, dbają także o ich serca i dobre samopoczucie. Yeo Joo postanawia zatrudnić się w salonie, jednak jest jeden problem – „Parys” zatrudnia tylko panów… [źródło]

Do tego mamy beznadziejny, płytki scenariusz i motywy, które już dawno przestały być modne. I dobra, może niektórzy wykorzystują jeszcze przebieranki w chłopaka, później zastanawianie się, czy aby przypadkiem nie jestem gejem... ale wszystko było zrobione lepiej niż ta drama. Wisienką na torcie jest dorzucenie elementów fantastycznych - duchy, gumiho. No świetnie. Mamy pełen serwis, który jest jednak tak słabiutki, że aż szkoda mi osób, które uznały produkcję za wartą obejrzenia. 

Drama powstała w pośpiechu i grą czy montażem przypomina trochę nasze rodzime Trudne Sprawy czy inne ustrojstwo. Ale co się dziwić, kiedy za aktorów mamy dwie gwiazdki popu, które są niesamowicie sztywne - swoją drogą przyjemniej ogląda się Thundera w programach rozrywkowych niż w serialach; tam wypada chociaż bardziej na luzie. A kolejnymi cz lonkami obsady są osoby, których nie znam i mają na swoim koncie dwie-trzy marne rólki. Jedynym bardziej doświadczonym jest Song Jae Rim i dziwię mu się, że wziął udział w takim projekcie - ale czego się nie robi, żeby dostać jedną z głównych ról, prawda?

A co mamy w dramie? Pląsających po salonie z paznokciami chłopców, którzy doskonałym maniciurem leczą wszystkie bolączki i problemy ludzi na świecie! Ależ akcja, tyle się dzieje! Do tego główna bohaterka jest głupiutką autoreczką (w sumie te jej powieści wyglądają na marnej klasy ficka) , która ma swój świat i swoje kredki. I to chyba jej wizje i sceny do opowiadania były najbardziej żenującymi w całej dramie. Do tego dorzućmy obowiązkowy romans, gdzie widać wyraźną chemię między Yeo Joo a Kaiem, a potem laskaa jest jednak z Alexem - którego co prawda trochę prześladuje. jednak niewiele z nim gada. 

Na początku jeszcze myślałam, że to może scenariusz na podstawie mangi/manhwy... w papierowym wydaniu, jako opowiastka dla nastolatek może by się to sprawdziło, gdyby miało jeszcze odpowiednią dawkę żartów. Kiedy jednak dokopałam się, że historia jest zmyślona przez scenarzystkę padłam na twarz... bo przecież nie można napisać czegoś tak złego, prawda? Tak nudnego, nieśmiesznego. Mimo wszystko jestem pod wrażeniem, że coś takiego w ogóle wyszło. Nie polecam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz