czwartek, 11 czerwca 2015

An Ethics Lesson [k-movie]


Z tej produkcji starano się chyba na siłę zrobić coś bardzo artystycznego, takie niekonwencjonalne kino nadające się jedynie pod osąd krytyków. Niestety i to nie wyszło, a sprzedażowo film poniósł klęskę. Nic dziwnego, nawet ja nie mogłam doszukać się większego sensu w tej produkcji.

Jung-Hoon w dzień pracuje jako policjant, a w nocy szpieguje swoją piękną sąsiadkę, Jin-A. Życie Jung-Hoona kręci się wokół owej młodej damy. Facet umieścił w jej pokoju kamery i obserwuje ją zawsze, kiedy nie pracuje. Pewnego dnia, Jung-Hoon staje się świadkiem strasznego wydarzenia. Obserwuje uduszenie Jin-A przez swojego byłego kochanka. Jung-Hoon jest w kropce. Nie może zadzwonić na policję ze względu na swoje nielegalne działanie. [źródło + film]

To aż dziwne, że film mający w obsadzie tak dobrych, uznanych aktorów poniósł taką porażkę. I oczywiście, o ile gra aktorska była bez zarzutu, a szczególnie podobały mi się kreacje postaci, które były charakterystyczne, jednak i tak brakowało mi głębi, zanurzenia się w osobowość - i tutaj nie było to winą obsady, a montażu, pomysłu na wizualizację tego filmu. 

Myślę, że gdyby nakręcono produkcję inaczej, gdyby reżyserzy poszli w innym kierunku, może coś by z tego wyszło. A tak to mamy godzinę smęcenia, gdzie mało się dzieje na ekranie. A kolejna część filmu to trochę bitki, szarpania się, nieudanych pomysłów zemsty i końcowa - przydługa swoją drogą - scena wykrwawiania się wszystkich bohaterów. No nie, może to miał oddać jakiś artyzm, mnie jednak nie przekonało to stanie w kółeczku i zabijanie siebie nawzajem.

Film jest  ciężki, źle się go ogląda. Wbrew pozorom kryminału mamy tu niewiele, a raczej miotanie się po ekranie. Nawet aktorzy nie ratują produkcji, bo tak została źle przedstawiona. Szkoda. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz