wtorek, 26 maja 2015

Love Lesson [k-movie]



Scenarzyści i reżyserzy polecieli po bandzie, bo nie wyobrażam sobie że ten film był puszczany w kinach (bo chyba się pojawił...?) i nie oznaczony jako soft porno. 


Hee Soo jest producentką muzyczną, ma za sobą jeden nieudany sex-związek i stara się odnaleźć swoją wenę. W windzie zauważa młodego chłopaka, którego postanawia nauczyć miłości. 

No, wiecie. Miłości... Tak, dobrze kombinujecie, ten film to nic innego jak cycki, kiepskie pocałunki - Koreańczycy chyba nie potrafią się całować, serio - co jest trochę dziwne, jak na tematykę i ilość golizny; no ale w końcu to Korea. Stykajmy ledwo usta, żeby przypadkiem nie wyglądało to zbyt realistycznie, jednocześnie świecąc biustem przez dobrą godzinę filmu. 

Cieszę się tylko, że ta katorga trwała jedynie godzinę dwadzieścia, bo gdyby zaserwowano mi bite dwie godziny seansu - co przecież uwielbiają Koreańczycy - to chyba bym eksplodowała i to nie z nadmiaru podniecenia, żądzy czy czegokolwiek... tylko ten film był tak zły, że mimo że widziałam wiele kiepskich filmów, ten ląduje w ścisłej czołówce, jak nie na pierwszym miejscu. 

Reżyserzy często stosują trik polegający na obnażaniu seksualności, jednak kiedy już decydują się na taki krok, ma to jakieś wyjaśnienie artystyczne, wenę twórczą, próbę kreatywności - co prawda nie zawsze się udaje, nie zawsze jest idealnie, ale na pewno nie wygląda jak zwykły tani pornol, do tego bez większej fabuły. Jeśli autorzy chcieli zaszokować, to niestety... przeliczyli się. Mnie to zniesmaczyło, a naprawdę można byłoby zrobić to w bardziej subtelny sposób.

Aktorsko leży, nie mogłam patrzeć na te sztywne ruchy i eksponowanie piersi co kilka minut, żeby widocznie przypomnieć widzowi, co za gówno ogląda. Cały film to zlepek kilku partnerów jednej laski, poczynając od nastolatka - może to miało mieć jakiś przekaz artystyczny, którego nie wyłapałam widocznie - po pierwszą miłość, numerki w aucie albo obmacywanie w windzie, mamy również kilka mało subtelnych scen w łóżku - ta, tradycjonalnie. 

To chyba tyle... przestrzegam przed tym filmem, serio. Kompletne dno, z kiepskimi ujęciami, aktorami, nawet muzyka była żałosna, ponieważ brzmiała identycznie jak pornol, na który ostatnio natrafiłam w tv nocą. To tyle. Oglądajcie to na własną odpowiedzialność. 

1 komentarz: