czwartek, 23 kwietnia 2015

Yamada-kun to 7 nin no Majo [j-drama]



Widzowie na pewno nie będą narzekać na ilość pocałunków, to jednak nie zmienia nic, ponieważ akcja dramy dzieje się, gdy bohaterowie są w liceum, więc cała fabuła jest zdecydowanie przeznaczona dla nastolatek - już nawet nie mówię o facetach którzy mieliby oglądać ten serial, nie wydaje mi się by przypadł im do gustu. 

 
Yamada Ryu to największy rozrabiaka, głąb i leń w liceum Suzaku. Shiraishi Urara jest natomiast najmądrzejszą dziewczyną w tej samej szkole. Pewnego dnia w wyniku wypadku zamieniają się ciałami. Okazuje się, że podczas wypadku doszło do pocałunku, który był powodem zamiany ich ciał. Całując się ponownie, wracają do pierwotnego stanu. Od tego momentu dzięki pocałunkom ta dwójka jest w stanie swobodnie zamieniać się ciałami, dzięki czemu czerpią obustronne korzyści. Z czasem dowiadują się, że istnieje jeszcze 7 czarownic, które dzięki pocałunkom mogą korzystać ze specjalnych zdolności. Urara i Ryu postanawiają je odnaleźć… [źródło + drama]

Ja nawet nie byłam jakoś specjalnie oczarowana, ponieważ fabuła jest prosta, a całość to zdecydowanie nie moje klimaty. Momentami było zabawnie, jednak po kilku odcinkach zaczęła nudzić mnie cała ta otoczka magiczności, nie wiadomo skąd i ciągłych pocałunków. Serial, jak i mangę poleciłabym dziewczynkom dwunastoletnim, może jeszcze szesnastolatkom co niektórym się spodoba i produkcja może je zachwycić. Ja już jestem zdecydowanie za stara na takie proste rozwiązania w dramach. Czas spędzony przy serialu nie był co prawda stracony, jednak nie porwało mnie to widowisko. 

Główna bohaterka sama w sobie była nudna i poukładana do cna, zero charakteru. Sama jednak aktorka Mariya Nishiuchi, była bardzo dobra. Widziałam ją wcześniej w innej dramie, gdzie również miała za zadanie pokazać dwie inne osobowości. I tak jak gra Urary mi się nie podobała, tak granie już Yamady po zamianie ciałami, było świetne do tego stopnia, że Mariya zagrała lepiej Yamadę niż sam Yusuke Yamamoto. 

Jednak te 8 odcinków - do tego półgodzinnych - nie jest jakąś wielką męczarnią i można dobrze się bawić przy tym serialu, jeśli lubi się takie klimaty z prostą, nieskomplikowaną fabułą. Teraz, obecnie emitowane są odcinki anime właśnie na podstawie mangi. Obejrzałam dwa epizody - tyle póki co wyszło; polecam anime-odcinki.pl - i nic właściwie nie różni się od serialu. Jednak jeśli chodzi o ten tytuł, podsumowując całą akcję, bohaterów, poszczególne wątki, to  polecam właśnie anime aniżeli serial - jest bardziej przystępniejsze i nie ma się wrażenia, że serwują nam rozrywkę dla idiotów. Wiadomo przecież, że historiom animowanym wybacza się więcej, niż normalnemu serialowi. Wobec tego, anime jak najbardziej, a serial tylko do porównania. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz