czwartek, 16 kwietnia 2015

The Con Artist [k-movie]


Wieje nudą w tej produkcji. To był ciężki seans i z łatwej, prostej, przyjemnej fabuły... zrobiono gniota. 


Albo oglądałam film z kiepskim tłumaczeniem, albo scenariusz rzeczywiście był tak pogmatwany, że przez pierwszą godzinę nie wiedziałam o co chodzi, oprócz tego że mamy do czynienia ze złodziejami. Żeby aż tak bardzo nie krytykować samego filmu, zrzucam więc winę na tłumaczy (przepraszam). 

Akcja jest tak rozciągnięta, tak mdła, że człowiekowi odechciewa się oglądać tego źle zrobionego obrazka. Bo ani to nie było zabawne - nutka dobrego humoru, kpin bohaterów być może uratowałaby całą produkcję - ani jakoś specjalnie trzymające w napięciu. Fabuła przewidywalna. Dopiero po bitej godzinie zaczęło się coś dziać, jednak nie było to wielce spektakularne... tylko ponownie denerwowało stagnacją. Film zaliczył chyba najgorszy pościg ever i z nieskomplikowanej fabuły, historia urosła do ogromnej, przecenionej wagi. Za dużo powagi, bitek, a mało tego wszystkiego... co powinien mieć ten gatunek - dobrego aktora prowadzącego. 

I tak, nie wierzę że to robię... ale muszę przyczepić się do Woo Bina. Po świetnym przedstawieniu swojej postaci we Friends, The Great Legacy, w tym filmie, w głównej roli Woo Bin ssie. To chyba najbardziej mdła postać w tym gatunku filmów, jakie udało mi się obejrzeć. Zero charyzmy, tego mocnego smaczku, przyjemnego lawirowania i zero próby wyciągnięcia z produkcji więcej. Woo Bin po prostu był takim marnym bohaterem pierwszoplanowym, którego wszyscy przyćmiewają - a byłam pewna, że jego gra aktorska jest na tyle dobra, by powalić widza na kolana. W rzeczywistości mamy z nim dużo ujęć, jednak jego postać jest zbyt pasywna, by zawojować kadr. Bardziej podobała mi się gra Go Chang Seoka, który mimo że w cieniu Kima, zrobił kawał dobrej roboty kreując swoją postać. Lee Hyun Woo jak zwykle, ładny, piękny, uroczy i zupełnie nie pasujący do roli złego chłopca hakera. 

Produkcja bardzo przeciętna, namówiłam na seans chłopaka, ponieważ zwiastun podobał mi się i myślałam, że obejrzymy coś znacznie lepszego. Miałam wrażenie, że scenariusz został napisany na kolanie w przerwie na kawę, a całość nakręcona przez jakiegoś amatora z kamerą. Słaba pozycja w dorobku Kim Woo Bina. 

2 komentarze:

  1. W pełni się zgadzam, mimo iż ogromnie lubię Kim Woo Bina. Film to dno. Ja też nie rozumiałam, o co lata w fabule. ;c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak dobrze, że nie byłam sama xD

      Usuń