czwartek, 26 marca 2015

The Mole Song: Undercover Agent Reiji [j-movie]



Oj. To ten rodzaj produkcji, które albo się lubi za absurd, albo nienawidzi za debilny wręcz humor. Ja moszczę się gdzieś pośrodku, chociaż nie mogę powiedzieć, że film nie był ciężki. 



Kikukawa Reiji (Ikuta Toma) to policjant z silnym poczuciem sprawiedliwości, choć i on ma swoje słabe strony. Pomimo swojego oddania pracy, zostaje wyrzucony pod zarzutem nadużycia. Okazuje się jednak, że to tylko wymówka. Sakami, czyli szef Kikukawy, tłumaczy mu, że od teraz jest tajnym agentem pracującym dla Biura do Spraw Narkotyków. Reiji, jako kret, ma przeniknąć do najgroźniejszej japońskiej mafii, czyli Sukiya-kai, a jego głównym celem jest jej szef – Todoroki Shuho.


Cały film powstał na podstawie mangi, czyli już coś powinno nam świtać, że niekoniecznie produkcja będzie należała do tych poważnych. Tylko szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że będzie aż tak naładowana kretyńskim humorem, mało wysublimowanymi żartami i częstym nawiązaniem do seksu. 

Nie poczułam  się porwana tą produkcją, ale to pewnie dlatego, że już dawno wyrosłam z takich mało wymagających komedii i żeby mnie zmusić do takiej... musi grać w niej mój ulubiony aktor, na którego potem klnę, że po co wziął się za takie ścierwo. Ikuta Toma nie sprawia, że ślinię się przed ekranem, więc niewiele mnie obeszła jego rola, oprócz tego że jego ekspresja była wyjątkowo nieudana - znacznie bardziej wolałam go w Hanazakari No Kimitachi E. 

Cała reszta... na pewno nie należy odbierać tego filmu poważnie, ale nawet ja - która starała się podejść do produkcji na luzie - poczułam się zniesmaczona na końcu seansu. To zdecydowanie gatunek nie dla mnie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz