wtorek, 10 marca 2015

Tazza: The Hidden Card [k-movie]


Czekałam na ten film - a raczej na jego tłumaczenie - i się doczekałam. Bardzo miłe zaskoczenie, film ciekawy, wciągający, ale zdecydowanie za długi (2 i pół godziny... serio?). 

Dae Gil to młody mężczyzna, który ma naturalny hazardziany talent. W związku z tym, ze zwykłego dostawcy jedzenia szybko staje się gwiazdą podziemnego światka. Zarabia sporo i cieszy się przy tym uznaniem szefa, dzięki czemu dostaje odpowiedzialne zadanie oszukania pewnej majętnej wdowy… Jednak ostatecznie wszystko kończy się nie tak, jak powinno. [film]

Oczywiście, że nic nie idzie po myśli T.O.P-a, bo wokół niego zdrajcy, kłamcy i jeszcze raz złodzieje. Produkcja pełna zawirowań, niespodziewanych zwrotów akcji, niedowierzania. Film ma jedno przesłanie, nie ufaj nikomu. A przede wszystkim nie ufaj ludziom z kasą, którzy dodatkowo umilają sobie czas albo zarabiają hazardem. 

Fabularnie odrobinę przekombinowali. Druga połowa filmu to wieczne zdrady, mszczenie się jeden na drugim, co w  pewnym momencie jest już nużące, a liczba obozów nie maleje, a wzrasta, kiedy każdy dogaduje się z każdym i jednocześnie roluje partnera. Gdyby zrobić film o to pół godziny krótsze, byłoby przyjemnie i bez przewracania oczyma. 

Cały film wstrzela się w kilka gatunków. Nie zrobiono z tego typowego krwawego kina gangsterskiego - chociaż brutalnie było - a wpleciono lekki humor. To było dobre. Produkcja jest naszprycowana dobrymi tekstami, które bawią widza. Całkiem dobrze jest również zmontowany film. Nie mamy tutaj jakiś wybitnie dopracowanych scen kaskaderskich, a postawiona właśnie na luz i taką śmieszność. 

Cała obsada świetnie dobrana, każdy aktor wniósł coś do filmu. Ale oczywiście, trzeba skupić się na głównym bohaterze, naszym Topisławie. Jego rola była naprawdę dopracowaną, nie mamy tutaj jednej maski a kilka. Od zwariowanego nastolatka, po cierpiącego gościa, który został "wydymany", aż po twardego gracza. Starałam się oczywiście jak mogłam być obiektywną, ale skoro T.O.P jest jednym z moich biasów, to naprawdę trudne. Niemniej jednak Choi pokazał wiele w tym filmie. Oprócz tego że błyszczał aparycją, klatą, wyglądem, to całkiem nieźle poszło mu pod względem aktorskim. Nie grał tutaj - jak w Iris i Commitment - gościa o jednej twarzy i rozwalającego wszystkich dookoła, a naprawdę miłą postać. Mnie jego aktorstwo przekonało, szczególnie te bardziej humorystyczne smaczki. 

Z tego roku - 2014 - dane było oglądać mi dwa filmy o hazardzie, a dokładniej grze w Go. Divine Move i właśnie Tazzę. Który lepiej oceniam? Chyba właśnie Tazzę - i to nie dla T.O.P-a - ponieważ była bardziej dynamiczna, bardziej przykuwała uwagę widza. 

Produkcję jak najbardziej polecam, chociaż dalej uważam że można było skrócić czas trwania. Nie dane mi było oglądać pierwszego Tazza, ale mam nadzieję, że niedługo to nadrobię - w sumie powinnam zrobić odwrotnie, najpierw obejrzeć produkcję z 2006, a dopiero film z T.O.P-em. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz