poniedziałek, 30 marca 2015

Sprout [j-drama]


Jestem odrobinę zawiedziona całym przebiegiem akcji w tej dramie. Chociaż czytałam kilka rozdziałów mangi i ta wydawała mi się taka wybitnie prosta i pusta - bardzo oszczędna w dialogach i kiepsko narysowana - dlatego serial o wiele bardziej przypadł mi do gustu. 

Ojciec Ikenouchi Miku postanawia otworzyć pensjonat. Okazuje się, że dziewczyna będzie mieszkać pod tym samym dachem z kolegą ze szkoły, Narahashim Soheiem. Początkowo Miku jest temu przeciwna, ale z czasem zakochuje się w chłopaku. Jednak Narahashi ma już dziewczynę…[cała drama] 

Tylko co z tego, że przypadł, skoro chyba już wyrosłam z zachwytu nad słowem "kocham cię" odnośnie dzieciaków z liceum? Te czasy mam już za sobą i  nie szastałam swoimi uczuciami na lewo i prawo, dlatego dziwna była dla mnie ta idea "wiecznej, jedynej, niespotykanej po grób miłości" w wykonaniu głównych bohaterów, kiedy ci jeszcze uważali, że są niezwykle dojrzali. Serio? 

No i wobec tego mamy trochę smęcenia na ekranie. Snucia się i skomlenia o zakochaniu i przeznaczonym facecie. Trochę randek, pierwsze próby zapomnienia o miłości. To drama typowo dla nastolatek, ja ostatnimi czasy jak sięgam po jakieś romansidło, to z bohaterami bliżej mojego wieku. Co dziwne - główna bohaterka Miku, nie jest osobą bez wad. Trochę mąci, trochę nie wie z kim chce być, jest nawet złośliwa, żeby zwrócić uwagę Sohei'a. 

Wszystkie jednak te sceny, które nie dawały rady fabularnie czy zostały nieporadnie zmontowane, te wszystkie potknięcia... ratowała muzyka. Matko, boski OST. Grouplove świetnie nastrajali i to chyba dzięki nim drama ma niemal taki artystyczny wydźwięk. Oglądane sceny połączone z ich muzyką, stają się nagle bardziej przyswajalne, takie bardziej ulotne. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz