piątek, 6 marca 2015

Scarlet Innocence [k-movie]


W tym filmie mamy do czynienia ze zdecydowanie niebezpiecznym uczuciem, toksycznym pożądaniem, które niesie za sobą jedynie chęć odwetu i zniszczenie. Powiem Wam, że niesamowicie ciekawy film - chociaż w Korei przyjęty bez sukcesu. 

Profesor Hak Kyu (Jung Woo-Sung) z powodu skandalu na uniwersytecie został dyscyplinarnie przeniesiony do małej miejscowości, gdzie uczy w domu kultury zasad pisania powieści. W miasteczku spotyka młodą dziewczynę, Deokee (Esom), zakochuje się w niej, a raczej bardziej pociąga go fizycznie jej niewinność i oddanie. Po pewnym czasie zarzuty o seksualne napastowanie na uniwersytecie zostają jednak cofnięte i profesor wraca do Seulu zostawiając swoją kochankę. Z czasem Hak Kyu staje się popularnym pisarzem, jego powieści to bestsellery, ale jego życie prywatne to pasmo nieszczęść, przygód miłosnych i hazardu. Z powodu choroby traci również powoli wzrok. Po ośmiu latach od epizodu na prowincji do sąsiedniego mieszkania wprowadza się Se Jung. Nikt jednak nie zdaje sobie sprawy, że Se Jung to nikt inny jak Deokee, kobieta, którą oszukał 8 lat wcześniej… [źródło + film] 


Produkcja ta jest o niebo lepsza niż podobne tematycznie Innocent Thing (które było pseudoartystyczną papką, fatalne w fabule, ekspresji i wszystkim) i widać, że historia ma duszę i co najważniejsze została dopracowana. Co do samej fabuły, oparto się na koreańskiej historii The Story of Simcheong, została na tylko przeniesiona do współczesności. Dlatego cały scenariusz był niezwykle dopracowany, opierający się na psychice ludzkiej i nawet jeśli niektórym film może się nie spodobać... to tylko dlatego, że jest ciężki, że widz ogląda go i nic nie dzieje się po jego myśli. Jest pewny, że skoro laska chce się zemścić, to powinna to zrobić... ale po co w takim razie nadal jest przy kochanku, który zrobił tyle złego? Produkcja rozkłada na czynniki pierwsze ludzkie uzależnienia, opowiada o pożądaniu, które zmienia się w szaleństwo i nałóg. 

Film oszczędny w słowach, krótkie dialogi. Zdecydowanie skoncentrowano się na zdjęciach - które swoją drogą były nieziemskie - i grze aktorskiej. Widoki były przednie, poszczególne ujęcia wprowadzały w niespokojny klimat. Muzyka przytłumiona, pasowała do całości a momentami w ogóle jej nie było, przy niektórych scenach erotycznych co również było plusem. 

A skoro tekstu jak na lekarstwo (nie żeby mi to przeszkadzało)... to trzeba było zdecydowanie nadrobić talentem aktorskim i ekspresją bohaterów. Romans znacznie starszego, cynicznego pisarza-wykładowcy i młodziutkiej, niewinnej dziewczyny której marzy się wielka miłość. Byłam trochę pełna niepokoju, ponieważ film jest ambitny, wręcz artystyczna nuta z niego bije, a główną aktorką została nie-aktorka. Esom to zdecydowanie modelka i mimo że ma na swoim koncie kilka ról, to chyba nie dostała się do czołowej obsady, aż do tego filmu. I jak sobie poradziła? No jak dla mnie była lepsza nawet od partnerującego jej zapartego w bojach aktorskich Jung Woo Sunga. Cudownie i z lekkim niepokojem obserwowałam jej przemianę, to jak po latach pojawiła się u pisarzyka jako pewna siebie kobieta pałająca żądzą zemsty... jednak nadal chwiejna emocjonalnie, nadal przejawiająca swoje dawne ja (szczególnie, kiedy w jednej scenie uśmiechnęła się promiennie, dziewczęco, a jednak można było dostrzec w tym szaleństwo). Jung Woo Sung zagrał znudzonego życiem faceta w średnim wieku, który nie stroni od towarzystwa krótkich spódniczek, jest hazardzistą, pijakiem i wypala setki fajek. Jego postać była tłem dla Esom, niemniej jednak obie postacie bardzo się uzupełniały i pogrążały w szaleństwie. Mimo że mówią na końcu o miłości... to już raczej uzależnienie, bo czy można kochać zadawszy sobie tyle bólu? 

Do jedynych wad... należą chyba sceny erotyczne. Było ich może nie za dużo, ale były za długie. Aktorzy pokazali sporo golizny, a babcie w Korei pewnie były zdegustowane takim kinem. Niemniej jednak pasowały do filmu, nadawały mu jeszcze bardziej dramatycznego pazura. 

No nie powiem. Jestem zachwycona tym filmem. Akcja jest niby powolna, jednak bije z niej ekspresja. Polecam osobom, które lubią głębsze kino. Bo tak, uważam ten film za taką artystyczną nutkę. Gdzie to aktorzy mogli wykazać się przy dobrym jakościowo scenariuszu - i co jak co, połączenie wyszło genialne. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz