piątek, 13 marca 2015

Monsterz [j-movie]



Ja się pytam po co to zostało nakręcone po raz drugi? Jest o wiele słabsze od oryginału, a warto zaznaczyć... że i koreańska wersja szałowa nie była. 


Fujiwara Tatsuya gra mężczyznę, obdarzonego nadzwyczajną zdolnością manipulowania ludźmi dzięki swojemu spojrzeniu. Przez traumatyczne dzieciństwo jego celem jest zabijanie. Pewnego dnia jednak na swojej drodze spotyka Tanakę Shuichi. Shuichi, jako jedyny, nie daje się zmanipulować mężczyźnie, przez co ten wpada w furię i poprzysięga sobie, że Tanaka zginie z jego rąk. [film]

W koreańskiej produkcji główny bohater był po prostu zły. Może i wspomniano o jego rodzinie, o tym jak zabił rodziców, jednak on po prostu lubił być zły. Kochał zadawać cierpienie innym i nie wahał się przed zadaniem ciosu. W japońskiej wersji mamy natomiast na chama wciśnięte wyjaśnienie dlaczego, po co... a co najgorsze, twórcy postanowili zrobić ze złego bohatera, bardziej ludzkiego bohatera. Jak dla mnie niepotrzebnie. Widz w tym filmie zupełnie nie potrzebował usprawiedliwiającej bajeczki, chciał zobaczyć sieczkę, może nawet lepiej wykonaną technicznie. Niestety, japoński remake jest o wiele gorszy od koreańskiego oryginału. Dlaczego? 

A to dlatego, że nawet jeśli koreańscy Hauntersi byli słabi, to jedno ratowało ten film. Kang Dong Won (może odrobinę bredzę jak napalona fanka, trudno). Tatsuya Fujiwara (znany wszystkim z roli Kiry) kompletnie położył ten film i z trudem patrzyłam na jego twarzyczkę, kiedy próbował grać złego faceta - ale jednak z ciągotami dobroci. 

Cała reszta, czyli oprawa techniczna również niskich lotów. Nie była lepsza od koreańskiej, a już wtedy tamta nie była dobrą - a był to nawet najsłabszy punkt. Dlatego teraz nasuwa się pytanie. Po co powstał ten film, skoro nie jest lepszy od filmu z 2010 roku, a wręcz zaniżył znacznie poziom grą aktorską dodatkowo? Jestem rozczarowana i myślę, że i wy będziecie, jeśli oglądaliście oryginał. 

Niepotrzebne ulepszanie bohaterów i scenariusza. Koreańska prostota "zabiję cię, bo mi się oparłeś; zabiję cię, bo mam taki kaprys" bardziej by się sprawdziła niż japońska wersja "chcę cię zabić, ale może jednak jest we mnie coś dobrego, bo nie jestem przekonany do tego morderstwa". Jak dla mnie to się nie sprawdziło. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz