piątek, 6 marca 2015

Marrying the Mafia 2 [k-movie]



Kurcze, to chyba pierwsza tak odważna komedia koreańska jaką widziałam. Luźne podejście do seksu, mnóstwo śmiesznych dialogów bez spuszczania oczu i niewinnych rumieńców. 


Pewnej nocy Jin-Kyung ucieka przed klanem mafijnym niejakiego Topora. Napita soczkiem ze środkiem odurzającym nie wie, co się z nią dzieje. Podczas ucieczki natyka się na In-Jae. Mężczyzna pomaga jej i zabiera do swego pokoju. Fakt, że Jin-Kyung z wyglądu przypomina jego pierwszą miłość sprawia, że jest nią zaintrygowany. Początkowo kobieta mu nie ufa, ale później orientuje się, że to on uratował jej życie. Zaczynają się ze sobą spotykać i zakochują w sobie. Jest tylko jeden problem. On jest mafiozem, a ona panią prokurator. [film]

Fabuła fabułą, oklepany scenariusz żyli długo i szczęśliwie, jednak nie przesłanie tego filmu jest ważne, a dobra zabawa. Byłam pod wrażeniem tej prostoty (żadnych wybuchów, prosto tocząca się akcja, czasami tylko jakieś ujęcia walki). Produkcja niezmiernie bawiła, nie była przerysowana. Dialogi powalały na kolana, jak i sceny gdzie emanował głupi seksualny humor - takiego filmu w Korei dawno nie widziałam. 

Aż się zastanawiam, że skoro produkcja jest z 2005 roku i nie bano się pokazywać takich ujęć, to widocznie się cofamy i stajemy bardziej pruderyjni (mówię oczywiście o Koreańczykach), ponieważ oglądając filmy z różnych lat, często te najnowsze, poziom humoru spada i nie widziałam takiej odważnej komedii już dawno. 

Wiadomo, nie zabrakło wyświechtanych scen romantycznych, ale i nawet podczas trwania takich miałam wrażenie, że reżyser kpi z widza (bo nawet te ujęcia były zabawne). Jestem zadowolona z obejrzenia tego filmu. Nie oczekujcie gwałtownych zwrotów akcji, łzawego zakończenia. Film urzeka prostym humorem (który często pojawia się w kinie zachodnim), jednak ma coś w sobie. Ja bawiłam się przednio! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz