piątek, 27 marca 2015

Hold Up Down [j-movie]


Na zamarzniętego Jezusa, to była naprawdę popieprzona produkcja. Wiemy jednak na pewno, że Dżisas jest Azjatą i całe szczęście, że się rozpuścił. 


Dwaj koledzy przebierają się za Mikołajów i napadają na bank. Wszystko poszłoby idealnie gdyby nie to, że odholowany samochód krzyżuje im plan ucieczki. Tak zaczynają się ich problemy i ucieczka, w którą będą wmieszani dwaj policjanci, zamarznięty Jezus i Chrześcijanin, który puścił kościół z dymem. Jak zakończy się ich podróż? [cały film]

O dziwo, film jest naszpikowany takim humorem, który jest znośny chyba dla każdego. Nie skrajnie głupim, nie nadmiernie krzykliwym, kiedy twórcy wychodzą widocznie z założenia, że jeśli w filmie zaserwują odpowiednią ilość chaosu, to widz nie skapnie się jaka produkcja jest debilna, a przyswajalnym dla największych przeciwników azjatyckiego kina. A Ci, którzy już trochę w tym siedzą, wiedzą doskonale jak bardzo komedie potrafią zirytować - a szczególnie te japońskie. Tutaj nie mam takiego odczucia. 

Film ciągnie się niby powoli, każdy z bohaterów dochodzi w kolejnej minucie, możemy nawet odnieść wrażenie, że całość jest nieco senna, monotonna... póki na ekranie nie pojawi się jakaś bomba, która zdecydowanie zmienia nasze nastawienie. Ja nieustannie chichotałam podczas seansu i takie prostolinijne kino jak najbardziej mi odpowiada - znacznie bardziej niż wrzeszczące bohaterki, albo kolorowy chaos, gdzie bardziej chcą ogłupić widza, niż zachęcić prostymi trikami. 

To co również cechuje tą produkcję, to niezmierna i dość niespotykana oszczędność w dialogach. Wszystko kręci się dookoła min aktorów, na których widnieje niezrozumienie, jakby nie wiedzieli co właściwie robią na planie - i to nie jest przytyk! Z czystym sumieniem polecam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz