niedziela, 15 lutego 2015

The Pirates [k-movie]



Nie było źle, chociaż mogłoby być lepiej. Bawiłam się dobrze, kiedy nie czepiałam się drażniących szczegółów. 



Akcja toczy się w czasach Dynastii Joseon. Piraci walczą, żeby złapać wieloryba, który połkął cenny skarb. [źródło + film]


Nie sposób nie porównywać filmu do osławionych Piratów z Karaibów. A ten koreański film to taka marna podróbka, mniej mroczna, z gorszymi efektami, słabszymi aktorami (bo kto dorówna Deppowi?!) i w ogóle mniej ciekawa. Kiedy jednak wybijemy sobie z głowy ten amerykański hit, to nadal jest to dobre 6/10.

Zdecydowanie postawiono na komedię i dlatego wątków komediowych jest ogrom, co zresztą nie było złym zabiegiem, ponieważ niwelowało te wszystkie wady. Widz myślał sobie, że skoro film nie jest poważny, to warto odpuścić te wszystkie niuanse.

Bo co do wad, to mam dwa zastrzeżenia. Miałam wrażenie, że film ma dwoje ludzi do robienia efektów specjalnych i kaskaderskich. Bo albo było nad wyraz dobrze i wszystko płynnie przechodziło, albo było fatalnie i niektóre "walki" oglądało się jakby były z serialu, w którym dodatkowo nie są potrzebne. Drugie zastrzeżenie to wykonanie filmu? Produkcja miała być o piratach, a większość scen odbywała się na lądzie i było to ględzenie (nie licząc uciekania przy asyście ogromnego koła, rujnującego miasto).

Jednak w ogólnym rozrachunku wychodzi dobrze. Aktorzy pierwszoplanowi zostali zmieceni przez drugoplanowe postaci, które były śmieszne i nadawały smaczku produkcji. O dziwo nie przeszkadzała mi nawet Sulli, mimo że jej rola była zbędna i niewiele wnosiła do całego filmu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz