piątek, 2 stycznia 2015

Tone Deaf Clinic [k-movie]


Średnich lotów komedia romantyczna. Do tego z kiepską główną bohaterką i scenariuszem rodem z hollywoodzkich komedii dla młodzieży. Da się przez to przebrnąć, ale tylko wtedy kiedy nie macie nic innego do popaczenia. 

Dong Joo (Park Ha Sun), której słoń “nadepnął na ucho”, zakochuje się w pewnym mężczyźnie i próbuje poprawić swoje zdolności piosenkarskie, aby się do niego zbliżyć. Shing Heung (Yoon Sang Hyun), instruktor w klinice dla niemuzykalnych, przypadkowo pomaga Dong Joo i zakochuje się w niej. W międzyczasie Bo Ra (Lim Jung Eun) zostaje przyjacielem Dong Joo, który również próbuje pomóc Dong Joo. [źródło film]

Romansidło, które dla mnie jest za słabe, bym mogła je polubić. Moje oglądanie ograniczyło się do przewijania co kilka minut, ponieważ już na samym początku seansu produkcja mi zwyczajnie nie podeszła. Głupawy humor, gdzie sytuację ratował Yoon Sang Hyun aka. Oska, którego uwielbiam.

Scenariusz kompletnie bez polotu, jak miliony innych. Całkowicie przewidywalny i nudny. Ciągłe fałszowanie Park Ha Sun niezwykle irytujące. W ogóle mam awersję do tej aktorki po niesławnym 3 Days. Niektóre ze scen zostały wręcz żywcem ściągnięte z debilnych komedii amerykańskich. 

Nawet nie chce mi się więcej pisać o tym filmie, bo nie ma o czym. Ciągnie się jak flaki z olejem, gdzie reżyserzy chcą wcisnąć widzowi, że jednak jest zabawnie. Nie, nie jest. To wręcz żenujące. I trwa ta męka cholerne dwie godziny, gdzie wiele wątków bym wycięła i wyszłoby zgrabne półtora godziny bardziej przyzwoitej rozrywki. Wtedy ten film jeszcze by uszedł, a tak jest zwyczajnie za długi jak na mdłe romansidło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz