piątek, 16 stycznia 2015

Thread of Lies [k-movie]



To na pewno jeden z lepszych filmów roku 2014, który nie przypomina i nie jest po prostu produkcją, która ma bawić i zapewnić pełną widownię w kinach. Inne ujęcie oklepanego tematu "przemocy w szkole", choć nie tylko z tym stykamy się w tym filmie. 


“Thread of Lies” opowiada o następstwach samobójstwa 14-letniej dziewczynki. Jej matka i starsza siostra niczego nie podejrzewały i były w szoku. I do tego nie odkryto na początku żadnego listu pożegnalnego dziewczynki.Film w obiektywny sposób pokazuje punkt widzenia wszystkich powiązanych sprawą samobójstwa i fakt znęcania się dzieci nad swoimi rówieśnikami. <źródło + film>

Film jest spokojny, wręcz monotonny i widzowie, którzy potrzebują większych wrażeń raczej nie zadowolą się takim kinem. Mamy tutaj przedstawioną historię samobójstwa dziewczynki. Całkiem logicznym będzie, e w takim razie nie obejdzie się bez ogromnej rozpaczy, wrzasków i pewnie chęci odwetu. Ta produkcja nie ma takich standardowych elementów. I to jest jej zdecydowanym plusem. 

Ból jest czymś oczywistym, rozpacz po stracie dziecka. Nie przejawia się to jednak tutaj krzykami matki, córki i miliona innych osób - tak że w filmie przeważa płacz i lament - a godną próbą przyjęcia śmierci dziewczynki. To cierpienie widać i tyle powinno wystarczyć. Nie mamy chęci zemsty, latających jak w ukropie członków rodziny. Za to pokazana jest próba normalnego życia, która wychodzi raz dobrze, raz źle i analiza zachowania członków rodziny i relacji szkolnych, aby dowiedzieć się "dlaczego?". 

Chcąc nie chcąc role dorosłe, zostają spychane na dalszy plan. Nie umniejszam oczywiście świetnej roli Kim Hee Ae, ale cały film ciągną aktorzy dziecięcy, nastoletni. I chwała reżyserom za to, że nie próbowano wrzucić do obsady jakiegoś idola, żeby podciągnął jeszcze bardziej oglądalność. Przykro byłoby oglądać zmagania jakiejś niedouczonej w aktorstwie piosenkarki, którą pobija na głowę czternastolatka chociażby. Mamy tutaj genialną obsadę, poczynając od Kim Hyang Gi, Go Ah Sung i kończąc na mojej ukochanej Kim Yoo Jung. Niezwykle zazdroszczę dziewczyną takiej umiejętności okazywania emocji i potrafienia zagrania przeróżnych postaci. Rosną nam ogromne potencjały, które do tego mają za sobą mnóstwo produkcji czy to dramowych czy filmowych. Nawet mała rola Yoo Ah In'a już nam podpowiada, że aktorzy zostali wybrani bardzo mądrze, wedle ich talentów. Przecież gość nie gra dużej roli, a aktor z jego pozycją obecnie gra tylko tych pierwszoplanowych. Coś musiało widocznie być w tym scenariuszu, że postanowił zagrać tylko sąsiada.  

Nie mam się do czego przyczepić w tym filmie. Oglądałam kolejne sceny z zapartym tchem, chcąc wiedzieć co aktorzy i scenarzyści chcą mi jeszcze pokazać. Tutaj nawet nie możemy mówić o tak złym do szpiku kości złym bohaterze, tutaj akurat bohaterce. Zwykle grająca dobre, miłe postaci Kim Yoo Jung, nagle staje się trudną dziewczyną, której zależy na popularności, ma przyjaciółek na pęczki... ale tak naprawdę jest samotna. Oglądając ją widz nie myśli o tym, jaka ona jest zła. Ja miałam wrażenie, że po prostu wybrała źle, że nie jest złą dziewczyną, tylko zagubioną. 

Polecam tą produkcję każdemu. W wysublimowany sposób ukazuje problem, nie przytłaczając oglądającego ilością płaczu i niepotrzebnych scen. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz