piątek, 23 stycznia 2015

Rurouni Kenshin [j-movie]



To nie była aż taka zła produkcja. Chyba najlepszy film historyczny japoński - ale tak mało ich obejrzałam, że trudno mi porównywać - gdyby jednak nie przesadzono z czasem trwania i lataniem, bardziej by mi się podobało. 


Legendarny zabójca, Himura Kenshin, postanawia zostać wędrowcem, by odpokutować za krzywdy, które wyrządził w przeszłości. Podróżuje po kraju z mieczem o odwróconym ostrzu, by pomagać ludziom w potrzebie. W trakcie swojej wędrówki, Kenshin spotyka Kamiyę Kaoru – dziewczynę prowadzącą dojo odziedziczone po swoim zmarłym ojcu. W Tokio dochodzi wtedy do serii morderstw, dokonanych przez niejakiego Siepacza Battosaia, podszywającego się pod dojo Kamiya. Sprawa okazuje się niezwykle skomplikowana i w miarę jej rozwoju, odkrywana zostaje przeszłość Kenshina, który musi stawić jej czoła, by ochronić swoich bliskich.  <źródło + film>

Film powstał na podstawie mangi. A w 2014 powstały dwie kolejne części, tworząc razem trylogię. Fani mangi powinni być chyba zadowoleni z poziomu produkcji. Nawet ja uważam, że została zrobiona na wysokim poziomie. Trochę oczywiście nudzono - dziwne gdyby tak nie było; film trwał 2,5 godziny - chodzono bez celu, jednak fabularnie jest nad wyraz dobrze. 

Tak jak już kiedyś wspominałam, lubię czas przejściowy w kulturze koreańskiej/japońskiej. Tutaj widać to doskonale - kimona w porównaniu z garniturami, tradycyjna jeszcze budowa domów z wyposażeniem zachodnim. Scenografia była świetna, tak samo jak krajobrazy. Sceny walk trochę mnie rozczarowały, lubię dobrą bitkę - jednak bez latania przez cały kadr czy odrzutów ciała na kilkanaście metrów. 

To co zasługuje na szczególną uwagę i co mnie osobiście urzekło, to muzyka. Tak dobrze mi się słuchało tych utworów, doskonale wgrywały się w film. I byłam zaskoczona piosenką "do napisów końcowych" - One Ok Rock. 

Ja oceniam na 6. Trochę się nudziłam, momentami robiło się ciekawiej. Gra aktorska na przyzwoitym poziomie. Jeśli nie przeraża was czas trwania produkcji, to zapraszam do popaczenia (jestem jeszcze za mało obyta w japońskim kinie, by dobrze je ocenić ;c)  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz