środa, 14 stycznia 2015

Ouran High School Host Club [j-drama]



Dość kultowe anime - przynajmniej tak mi się wydaje - dla osób lubiących słodkich, pięknych chłopców. To, że pojawiła się drama - jak i film - było niemal pewne. Problemem jest tylko to, że samo anime było dość specyficzne, a bohaterów dość trudno odegrać. Poradzono sobie? 


Historia opowiada losy Haruhi, uczennicy prestiżowej Akademii Ouran, która pewnego razu natyka się w szkole na pomieszczenie zajmowane przez host club. Za zbicie antycznej wazy będzie musiała odpracować swoje jako... jeden z hostów. <źródło + drama>

Dość szczątkowo. Fabuła oczywiście nie różni się właściwie niczym od anime, pominięto tylko co dłuższe wątki, jednak sam w sobie serial był dość wyczerpujący. Jedynie końcówka była mało zadowalająca, skręcono sceny naprędce, a dołujący charakter i patetyczne wyznania mnie wynudziły. 

O ile całą grupę hostów dość łatwo można było zagrać, to wręcz istnym wyzwaniem było odtworzyć rolę Tamakiego - w tej roli Yusuke Yamamoto. Latające po ekranie napisy, pełen rozpaczy wrzask "Haruhi!" i nieco przygłupawy charakter jak dla mnie został oddany. I o ile gra Yusuke mi się podobała, to taki idealny książę z wyglądu... to jednak nie to. Ładny aktor, jednak do animowanego Tamakiego się nie umywa. Najbardziej rozczarowującą postacią była właśnie Haruhi - Haruna Kawaguchi. Nijaka aktorka, która na siłę starała się zagrać fajną postać, jaką była Fujioka. Mi się to nie podobało, a Haruna irytowała. Moim faworytem zarówno w anime, jak i dramie był Kyoya Ootori, do tego Shunsuke Daito był nieziemski i idealnie odzwierciedlał swoją komiksową postać. 

To nie była zła rozrywka. Trzeba tylko przyzwyczaić się do tej komediowej maniery. Tak samo jak podczas oglądania anime i podczas serialu nieźle się uśmiałam. I wiem jedno, gdyby za kręcenie zabrali się Koreańczycy... jestem niemal pewna, że produkcja by mi się nie spodobała. W niektórych sprawach Japończycy są nieziemscy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz