niedziela, 18 stycznia 2015

Bad Gyus [k-drama]



To niezaprzeczalnie jedna z lepszych dram zakończonego niedawno roku 2014. OCN się postarał, nie pierwszy raz zresztą i wypracował dobry patent na robienie dobrych dram. A ta w porównaniu z innymi ich produkcjami jest istną perełką. 


Aby zapobiec wzrostowi brutalnych przestępstw, szef policji poprosił byłego detektywa Oh Goo Taka (Kim Sang-Joong) o stworzenie specjalnego zespołu. W jego skład weszli: Park Woong Cheol (Ma Dong-Seok), który jest gangsterem, Lee Jung Moon (Park Hae Jin), który jest najmłodszym seryjnym mordercą z niezwykłą inteligencją i Jung Tae Soo (Jo Dong Hyeok) - morderca. Dołącza do nich inspektor policji Yoo Mi Young (Gang Ye Won). <drama>

W tej produkcji zamiast jednego głównego bohatera - z którym jest do tego coś nie tak - mamy ich aż czwórkę. Męscy, niebezpieczni, utalentowani, przystojni. Czego chcieć więcej? Dramę tę można z czystym sumieniem polecić osobom, które fanami koreańskiego kina nie są. Serial tak świetnie wpasowuje się w europejskie czy amerykańskie standardy, że spodoba się każdemu. 

Ja zostałam totalnie oczarowana. Wszystko do siebie pasowało, wszystko się uzupełniało. Na początku trochę grymasiłam, myśląc że moi źli chłopcy przejdą na tą jasną stronę - bo szczerze powiedziawszy liczyłam na to, że wystrychną wszystkich i uciekną, zostaną uwolnieni i dalej będą siać pogrom jak przed złapaniem i osadzeniem w więzieniu. Ale też nie spodziewałam się, że odcinki nie będą tylko cotygodniowym rozwiązywaniem nowej sprawy, a od samego początku będą kluczyć i zapętlać się wokół przeszłości bohaterów. Scenariuszem do tego serialu nie pogardziłby dobry reżyser filmów, a i taką kinowa produkcję z wielką chęcią bym obejrzała. Sceny akcji i walk nakręcone niezwykle profesjonalnie jak na dramę - a mój chłopak był zadowolony z dość szybkiego załatwiania sprawy czyt. pobicia przeciwnika poprzez na przykład złamanie ręki czy nogi; jak twierdził taki sposób szybko unieruchamia wroga. Do tego niezwykły humor, łatwe do zrozumienia koreańskie metafory i testosteron bijący z ekranu. 

Co do aktorów, to twórcy naprawdę się postarali, ponieważ postaci były dobrze uformowane, a aktorzy dali z siebie wszystko. I jak uwielbiam całą wielką przestępczą trójcę - Ma Dong Seok, Park Hae Jin, Jo Dong Hyeok - to cały serial chcąc nie chcąc zdominował grą Kim Sang Joong, który był po prostu genialny, a szczególnie kiedy jego bohater wracał do czasów z przeszłości i tego "lepszego ja". Najsłabszym elementem była drewniana Gang Ye Won, która miała przełamać męskie towarzystwo i średnio jej z tego wyszło, bo jej nijakość aż biła w porównaniu do reszty świetnie przedstawionych bohaterów. Zauważcie również jak zostały dobierane postaci epizodyczne. Nie wybierano złych aktorów, to nie były tylko kołki które nauczyły się roli w godzinę i na świeżaka kazali im grać. 

Cała historia była niezwykle pasjonująca, intryga doskonale utkana, a widz trzymany w niepewności do samego końca. Wręcz idealna drama, gdyby nie postać damska i muzyka, która zdecydowanie nie przypadła mojemu sercu - sorry, ale dubstep to nie dla mnie. To obowiązkowa pozycja dla każdego, kto choć minimalnie interesuje się serialami azjatyckimi. 9/10 - bez dwóch zdań. 10 daję tylko serialom, na których płaczę bez przerwy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz