sobota, 17 stycznia 2015

An Assasin [j-movie]


Albo nie jestem póki co przyzwyczajona do japońskich filmów akcji - bo zazwyczaj oglądam adaptacje filmowe mangi, anime, albo romansidła - albo ten film był naprawdę nudny i bez zgrabnej koncepcji. 


Ryo Hanaki został wychowany na profesjonalnego, bezdusznego zabójcę. Jednak pewnego dnia spotkawszy Rio jego życie zostaje wywrócone do góry nogami. Czy dziewczyna rozgrzeje zimne serce zabójcy? I jakie konsekwencje będzie to miało? <źródło film>

Tak na dobrą sprawę... film był tak słaby, że obejrzawszy połowę miałam już dość - tym bardziej, że przez pierwszą połowę nic się nie działo ekscytującego. Filmy akcji mają to do siebie, że mamy w nich akcję, prawda? Tym bardziej można było oczekiwać, że zabójcy na zlecenie nieco bardziej popiszą się swoimi umiejętnościami. Niestety, bitek jest jak na lekarstwo i nie są tak fascynujące, jak na przykład kino koreańskie. Nie mogę jakoś wyrzucić z głowy nakręconych scen akcji z różnych filmów koreańskich, które są o niebo lepsze. Dodatkowo miałam wrażenie, że główny bohater tak do końca nie wie, gdzie się znalazł. Jego mina mnie irytowała, a wieczne robienie wkurzonego dziubka cholernie denerwowało. Do tego sceny, które ani nie były logiczne, a tym bardziej nie były potrzebne. Większość z tych bardziej nudnych wycięłabym i być może wtedy seans byłby znośny i nie dłużył się tak. 

Do tego fabuła tak oklepana i przerobiona na milion sposobów przez amerykańców, że nie mając przystojnego aktora-wabika, genialnych scen akcji i wartkiej akcji... nic z filmu się nie wyciągnie, żeby nie wiało nudą. Tutaj mieliśmy aż huragan, niestety. 

Nie polecam. Mnie to jedynie nudziło. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz