czwartek, 18 grudnia 2014

The Spy: Undercover Operation [k-movie]



To nie był taki zły film. Może dlatego, że po okładce nastawiłam się na wybitnie głupią komedię koreańską. Wobec tego chyba właśnie, lepiej mi się ją przyswoiło, niż początkowo zakładałam. Taki  koreańska wersja Bonda, tylko ze zdecydowanie prześmiewczym tonem. 


Chul-Soo jest agentem ukrywającym swoją tożsamość przed wszystkimi, łącznie z własną żoną Young-Hee. Pewnego dnia Chul-Soo oznajmia swojej żonie, że jedzie do Busan w interesach, ale tak naprawdę leci do Bangkoku poprowadzić międzynarodową operację. Na miejscu zaś czeka go zaskoczenie, ponieważ przyłapuje swoją żonę Young-Hee, która powinna przebywać w domu w Korei, z młodym i przystojnym mężczyzną o imieniu Ryan. Chul-Soo mimo iż ma ręce pełne roboty związanej z misją, znajduje też czas by śledzić swoją żonę… <źródło>

Moim pierwszym spostrzeżeniem było "Ale ten terrorysta jest zabójczo przystojny!". Tak, mowa o Danielu Henney'u, który zarzucał nam angielskim - dobrym angielskim! - i wyglądał po prostu olśniewająco. Mamy tutaj właśnie takie przekręcenie ról, gdzie koreański Bond - Sol Kyung Gu - amantem był żadnym, za to ten zły powodował, że serducho biło szybciej.  Nie można ominąć również porównań z Bondem czy Mission: Impossible, kiedy zaserwowano nam tyle zabawek dla agentów. 

Nie jest to oczywiście wybitna produkcja, skąd. Dobry film, aby się trochę pośmiać, zrelaksować. Efekty specjalne nad wyraz dobre czy sceny walki, byłam w końcu przekonana że to będzie dno nie film. 

Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to krzykliwa rola Moon So Ri i przez cały prawie film nie mogłam połapać się o co chodzi. Była jakaś misja, okej. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz