czwartek, 18 grudnia 2014

Monster [k-movie]


Jestem niesamowicie rozczarowana tym filmem. Zobaczyłam świetną okładkę, zobaczyłam fascynujący trailer. Czekałam więc jak głupia na ten genialny thriller, do tego z Lee Min Kim w roli głównej. I co? Dawno nie widziałam tak głupiego filmu. Zabrakło konceptu. 


Tae Soo to bezwzględny płatny morderca, który w wolnych chwilach zajmuje się wyrobem glinaninych naczyń. Pewnego dnia, po pięciu latach rozłąki, kontaktuje się z nim starszy brat, Ik Sang, który chce, by Tae Soo odzyskał dla niego telefon. Znajduje się na nim bardzo kompromitujący materiał, który zniszczyłby szefa Ik Sanga... Młodszy z braci zgadza się na to i od razu zaczyna działać. Okazuje się jednak, że odzyskanie telefonu nie będzie takie proste, ponieważ jego "zlecenie" widzi siostra ofiary, która ucieka...  <źródło + film online>

A przecież Lee Min Ki, nie mógł pociągnąć wszystkiego. Genialnie wyszła mu rola nie tyle seryjnego mordercy, co psychopaty. Nie wiemy właściwie o nim nic, to tylko szczątkowe informacje. To mnie najbardziej zaciekawiło, poznać głównego bohatera dokładniej. 

Natomiast o głównej bohaterce wiemy aż za wiele. Rola Kim Go Eun w ogóle mnie nie zainteresowała, a wręcz krzywiłam się za każdym razem, kiedy zawodziła, wrzeszczała i miotała się. Rozumiem, że wszystkie osoby opóźnione w rozwoju się tak zachowują? To samo mogłabym powiedzieć o Ahn Seo Hyun, albo milczała, albo wyła. Kim Roe Ha i Kim Bu Seon, grający brata i matkę Tae Soo, zachowywali się jak szaleńcy, dostosowując swój humor do Tae Soo. Wszystko co dobre wychodziło jedynie od Lee Min Kiego, który zagrał przekonująco i podobał mi się w tej roli. 

Widać, że jednak zabrakło pomysłu na ten film. Brutalnością i pięknym mordercą oglądalności się nie zdobędzie. Trzymający w napięciu trailer, okazał się być słabym kinem. Liczyłam na konkretny pojedynek pomiędzy właśnie Tae Soo i niepozorną dziewczyną Bok Soon. Okazało się jednak, że to Tae Soo był tym, który siał pogrom, a Bok Soon albo uciekała, albo właśnie wrzeszczała. Swoją marną siłę pokazała dopiero w ostatnich minutach filmu, kiedy udało jej się zabić skatowanego wcześniej Lee Min Kiego - świetny wyczyn, doprawdy. 

Produkcji zdecydowanie nie polecam. Chyba, że dla pięknego pana Azjaty i jego klaty... i miny szaleńca :3 

2 komentarze:

  1. Kurcze, Lee Min Ki jest moim ulubionym aktorem, ale po tej recenzji nie wiem, czy chcę oglądać ten film. Szkoda, że on gra w takich słabych filmach jak to czy "Quick". Szkoda.
    Ten spoiler...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lee Min Ki na pewno pokazuje w tym filmie swoje inne oblicze, ale tak jak pisałam. Film oceniłam ledwie na 4 i to tylko dla niego właśnie. A szkoda, bo potencjał był dla całej fabuły.

      Usuń