poniedziałek, 29 grudnia 2014

Beethoven Virus [k-drama]


Druga pozycja, którą męczę jeszcze dłużej niż pół roku. Serial ma co prawda swoje zalety - a nawet ich sporo - jednak dramy codzienne zdecydowanie nie są dla mnie. 

Kang Gun Woo jest sławnym i renomowanym na całym świecie dyrygentem, perfekcjonistą. Nie łatwo jest z nim pracować, wzbudza strach w członkach orkiestry. Przez przypadek spotyka na swojej drodze skrzypaczkę, Du Ru Mi, oraz młodego policjanta o takim samym nazwisku jak on sam. Kang Gun Woo odkrywa, że mimo braku treningu jego "imiennik" jest niezwykle utalentowany muzycznie. Już wkrótce powstanie miłosny trójkąt... [źródło]

Mimo że nudziłam się niemiłosiernie na tej dramie, to nie mogę skreślić kilka miłych elementów. Zacznijmy jednak od wad. Liczyłam na większą dozę muzyki, a z każdym kolejnym odcinkiem robił nam się serial pełen problemów członków orkiestry, a nie aranżacji muzycznych. Również melancholia i powolny suw całej dramy, wręcz mnie usypiała i od połowy zaczęłam przewijać każdy odcinek - może nie jestem stworzona dla tak starszych dram. 

Tak jak wspominałam - muzyka pierwsza klasa i widz na pewno ma uczucie, że odrobinę "odchamia się", kiedy słyszymy klasyczne utwory. Dla mnie to nawet pierwsza drama muzyczna właśnie z muzyką klasyczną, a nie zwykłym k-popem. Pod względem ścieżki dźwiękowej perfekcyjnie, tym bardziej że nie było widać, że aktorzy grać nie potrafią, a jedynie uczą się ruszać odpowiednio palcami. Brawo! 

Nie muszę oczywiście mówić, że główna rola fenomenalna - Kim Myung Min. Aktor zebrał zresztą całkiem pokaźne żniwo jeśli chodzi o tą właśnie dramę. Lee Ji A była tak nudna, że patrzeć na nią nie mogłam. Nie wątpię, że aktorka ma potencjał, tylko tutaj jakoś go nie pokazała. 

I oczywiście nie sposób nie wspomnieć o takiej małej wisience na tym mdłym nieco torcie. Jang Geun Suk. Wraz z moimi początkami k-popu/dram był opparem na piedestale, wydawało się że nikt nie pozbawi go korony. No ale skoro chłopak wybiera coraz to gorsze role, to niestety musiał pożegnać się z moim zaszczytnym pierwszym miejscem biasów i póki co plasuje się coraz niżej. Jednak wracając do tego serialu. Naprawdę miło było oglądać Suka, który wygląda jak facet, prawdziwy facet - a nie laska z zadbana fryzurą i gestykulacją. Nawet dopatrzymy się wąsa. Cudnie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz