poniedziałek, 29 grudnia 2014

A Hard Day [k-movie]



Koreański rynek jest wręcz przesycony kryminałami policyjnymi. Do tego stopnia, że pojawia się tego mnóstwo, a najczęściej są to zwyczajne gnioty, albo filmy na jeden raz, o których momentalnie zapominamy. A Hard Day wydaje się przełamać nieco nudę. Być może jest prostym filmem, bez przesadnego ściemniania. Nie wiem jak wy, ale ja lubię realizm. 

Detektyw Go Gun Soo (Lee Sun Gyun), skorumpowany policjant, dostaje informację, że służby wewnętrzne mają zamiar przeszukać komisariat, gdzie schowanych jest sporo pieniędzy z łapówek. Jednakże musi pojechać na pogrzeb matki, którym jest już dodatkowo roztrzęsiony i przez nieuwagę śmiertelnie potrąca pewnego człowieka. Musi się śpieszyć na komisariat, więc wrzuca zwłoki do bagażnika i jedzie dalej. W ten sposób dopiero zaczyna się ciężki dzień detektywa Go Gun Soo. [źródło + film]

Pamiętacie większość filmów o koreańskiej policji? To zazwyczaj banda niedorozwiniętych mężczyzn, którzy miotają się dookoła, za cholerę nie potrafiąc rozwiązać żadnej sprawy, bez interwencji jakiegoś nad wyraz uzdolnionego gliny, który jest piękny, błyszczący, zabawny i przyciąga przed ekrany widzów jedynie swoim nazwiskiem - zazwyczaj jeszcze wyglądem i błyskiem w oku. 


A Hard Day jest filmem, który oprócz dobrej obsady - obsady, która potrafi grać, chociaż główne role mają tutaj co prawda weterani filmu, ale zbyt często oni pierwszoplanowych ról nie dostają - ma również pomysł na fabułę. Oczywiście, że jest to film, który na przykład w amerykańskim wydaniu byłby nudnym i takim jak milion innych przed nim. Tutaj mamy jednak Koreę i ta produkcja pokazuje nam takie małe realia w polityce. 

Głównego bohatera nie można lubić. Jest skorumpowanym policjantem, potrąca człowieka, chowa jego zwłoki razem ze swoją matką. I tutaj zaczyna się jego wyścig z czasem i próba wyjścia obronnie z całej sytuacji. W międzyczasie do całej afery dochodzi rola innego policjanta, który szantażuje nam detektywa Go. Wchodzimy na obrzeża wszystkiego co najgorsze w koreańskiej policji. 

Ten film podobał mi się tak bardzo, że w niektórych momentach - mimo, że główny bohater nie jest osobą, którą darzymy przyjaźnią - zaciskałam pięści z oczekiwania. Trzymający w napięciu, nawet kiedy wiemy co się za chwilę wydarzy. Realistyczne sceny walki. Wiem, że niektórzy ocenią to jako zwykłą szamotaninę i rzucanie się po podłodze, ale dla mnie to jest plus. Bo mamy w końcu do czynienia z dwójką złych ludzi, którzy do tej pory siedzieli spokojnie za biurkiem i brali łapówki. Bohaterowie nie kreują się nam tutaj jako herosi i mistrzowie sztuk walki, ale właśnie takie zwykłe szaraczki - do tego niezwykle pomysłowi - którzy byli w złym czasie, w złym miejscu - a teraz próbują z tego jakoś wyjść. 

To dobry film dla ludzi, który nigdy nie mieli styczności z koreańskim filmem. Jest dość neutralny i do przetrawienia dla wszystkich. Jak dla mnie jeden z najlepiej nakręconych w tym roku. I to rozgoryczenie w ostatnich scenach, kiedy myślimy że może główny bohater zapłaci jakoś za swoje postępowanie, a w efekcie chęć zatuszowania sprawy, robi z niego niemal niewinnego. 8/10.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz