wtorek, 4 listopada 2014

It's Ok, This is Love [k-drama]



Nie mogę wyjść z podziwu nad tą produkcją. Już nawet nie chodzi o samą obsadę. Cała historia nie była słodziachną historią romantyczną, jedynie komedią z wielce ważnymi problemami, które były banalne. Chciałabym mieć nadzieję, że właśnie ta produkcja, ze świeżym podejściem - jak na koreańskie dramy - do związków sprawi, że takich perełek będzie więcej.


Jang Jae Yeol jest dobrze zarabiającym pisarzem. Ji Hae Soo natomiast panią doktor, której profesją jest psychiatria. To od razu sprawia, że serial nie będzie jedynie głupawą papką, a chociaż trochę będzie starał się urozmaicić bohaterów, nadać im jakiś kształt. I tak było. Dwójkę ciągnie do siebie od samego początku, od słowa do słowa, od pocałunku do pocałunku i dowiadujemy się coraz więcej o naszych bohaterach. Jang Jea Yeol ma za sobą bardzo bolesną przeszłość, która ciągnie się za nim, a facet nawet nie zdaje sobie tak do końca sprawy, że ma przez to problemy. Hae Soo mieszkająca z innym psychiatrą - który nie może zapomnieć o swojej byłej żonie - i Soo Kwangiem, który również jest chory, stara się sama opanować swój problem. Dziewczyna ma problem z zaangażowaniem się, a sam seks uważa za zbędny. Boi się miłości. Czy wszyscy dadzą radę wyciągnąć się z problemów? I czy produkcja ta jest kolejnym dennym dziełem bez przesłania? Albo jednym... że miłość pokona wszystko?

Stacja SBS postanowiła zrobić coś na kształt programu "Rommate" i drama oparta jest na tym, że obcy dla siebie ludzie mieszkają razem. Fajna sprawa, bo wyszło to wszystko nad wyraz naturalnie. Widać, że na serial przeznaczono spory fundusz, bo nie mamy wrażenia że odcinki są kręcone z marszu i po jednokrotnym przeczytaniu scenariusza. Szkoda, że drama jednak nie osiągnęła tak wysokiej popularności jak pewnie stacja by sobie życzyła. Pocieszającym jest jednak to, że ogromne zainteresowanie zyskała w internecie i wśród zagranicznych fanów. Ja właściwie nie rozumiem niezadowolenia tą dramą, co nieraz mi się przewijało w komentarzach. Mogę jednak powiedzieć tyle, być może Koreańczycy, jak i niektórzy zagorzali fani k-dram z naszych stron, zwyczajnie nie dorośli jeszcze do tego, by przerzucić się na tak jawne i proste okazywanie uczuć przez aktorów. Przecież zwykle pokazywano seriale, gdzie pocałunek był jeden i do tego powtarzany kiedy tylko się da - ale oczywiście tylko w retrospekcji.

Ja osobiście mogę powiedzieć, że czekałam na taką właśnie produkcję! I dla mnie to  był strzał w dziesiątkę z obsadą. Tak  właśnie sobie gdybałam po obejrzeniu Master's Sun, że do Gong Hyo Jin pasowałby jeszcze Jo In Sung. I rzeczywiście pasował. Ta dwójka stworzyła elektryzującą parę, która nie boi się okazywania sobie uczuć. Nie spotkamy tutaj chwytających za serce przytulasów i pocałunków, gdzie sceny powtarzane są z dziesięć razy z różnych ujęć, żeby fan jeszcze bardziej był rozentuzjazmowany, skąd! Przytulali się kiedy mogli, całowali się kiedy tylko zapragnęli i tutaj właśnie widzę przełom i innowację. Zachowywali się jak dojrzali, dorośli ludzie. Trudno przecież wymagać od trzydziestolatków, że będą grali jak spłoszone dziewice. Cieszę się, że reżyser oszczędził mi takiego widoku po raz kolejny. Również całkiem proste podejście do sfery seksu, które nie stało się w tej dramie tematem tabu. Świetne ujęcie całego tematu.

Jestem świadoma tego, że drama pewnie posiada wiele wad, chociażby pierwszy odcinek, gdzie miałam wrażenie że oglądam po prostu reklamę, a to auta, a to telewizora.. Ja jestem natomiast skłonna uznać, że to najlepsza drama tego roku, bezsprzecznie. Do tego ze świetną oprawą, zdjęciami, obsadą!

Nie pojechano po bandzie i nie stworzono kształtnych postaci jedynie dla głównej pary. Każdy z obsady zdecydowanie wniósł swoich kilka groszy do serialu, że nie było osoby, która mnie denerwowała swoją grą. Lee Kwang Soo, mimo że gra niemal zawsze tak samo - i ma podobne role - to jednak mam sentyment do tego aktora. Na planie tej dramy widać, że czuł się świetnie i genialnie wpasował w swoją rolę. Z czego również się cieszę,  to rola D.O, który nie był jedyne na doczepkę "bo idol". Jego rola faktycznie była ważna, a jego samego będę chwalić za kiełkujące umiejętności aktorskie, może coś mu z tego wyjdzie. Fajnie to wszystko wyglądało i z przyjemnością patrzyło na koleżeńskość jaka panowała między bohaterami.

Serial wzruszał, oczywiście. I nawet jeśli było dużo wątków komediowych, ciętych ripost, świetnych dialogów, to chwilę później dostawało się scenę, od której równie dobrze można byłoby się poryczeć. To chyba charakteryzuje ten serial, rozchwianie emocjonalne widza, które wciągało go jeszcze bardziej w dramę. Przeszkadzać może trochę to, że skoro wkraczamy w świat psychiatrów, to nie ma wśród nich osoby, która nie miałaby problemów. Ja na to przymykałam oko, tym bardziej że problemy bohaterów były naprawdę poważne, a nie naciągane, byle tylko wzruszyć widza.

Cóż jeszcze mogę powiedzieć. Świetna muzyka i więcej powinno być takich produkcji, które wykorzystują ścieżkę zagraniczną. Słuchanie rzewnych ballad mnie już nuży, a tutaj to było takie świeże. Co jak co, ale polecam całą ścieżkę dźwiękową, która co najważniejsze pasowała!

Jeśli ktoś liczył na zwykłe, proste romansidło to się może przeliczyć. Drama nie działa na zasadzie, że miłość wszystko pokona i odpędzi złe demony. Skąd! Serial daje nadzieję, że można się zmienić, jeśli sami tego chcemy. Że to od nas zależy, czy wyjdziemy z poważnej choroby, gdzie możemy wspomagać się jedynie słowami otuchy bliskich. Początkowo byłam trochę zawiedziona zakończeniem, kiedy oczywiście główna bohaterka wyjeżdża na rok. Potem jednak  dostałam takie kilka świetnych ostatnich minut, że wybaczam tą banalną scenę.

Jak najbardziej polecam tą dramę. Nie ma mowy, by ktoś się przy niej nudził. Swoją drogą mam dwa rodzaje ulubionych dram. Te, które dostają 9/10, kiedy oglądam je z zapartym tchem w kilka dni, męcząc odcinek za odcinkiem. I te, które dostają 10/10 i zwlekam z każdym kolejnym partem, bo szkoda mi, że serial się ma skończyć. Byle więcej takich dram na 10!

PS. To prawda, nie odpisuję na komentarze, jednak to dlatego, że zwyczajnie to co mam do napisania piszę w recenzjach o danym filmie/serialu/albumie. I zwykle nie mam już nic więcej do dodania. A pisanie pod każdym komentarzem "Ja też", albo "Super" jest dla mnie bezcelowe :) Jednak wierzcie, że bardzo się cieszę że nie piszę jedynie dla samej siebie ^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz