poniedziałek, 13 października 2014

The Sword With no Name [k-movie]



Widzę, że film miał nawet dobrą oglądalność i przyciągnął sporo widzów przed ekrany. Mnie jednak osobiście nie urzekł tak jak przewidywałam, a momentami produkcja popadała nawet w komiczność. Mam wiele do zarzucenia, chociaż i swoje plusy seans również miał. 


Historia opowiada o prawdziwej królowej, która miała fikcyjny romans z zabójcą bez imienia - bo tak tłumaczy się jego imię. Para poznaje się, kiedy przyszła władczyni Myeongseong, chce dostać się nad morze i zatrudnia łódkę i "rybaka" Mu-Myeong'a, który w rzeczywistości jest płatnym zabójcą. Oczywistą oczywistością jest to, dwójka zakochuje się w sobie od pierwszego wejrzenia. Cóż jednak zrobić, trzeba wrócić do rzeczywistości i kobieta wychodzi za mąż za króla Gojonga. Zakochany postanawia zostać ochroniarzem w pałacu i oczywiście tym samym zostaje osobistym strażnikiem królowej. Niby układ idealny, jednak puzzle zaczynają się sypać, kiedy plotki o romansie zaczynają się rozprzestrzeniać, jak i nad królową wisi kostucha, ponieważ jest zbyt liberalną kobietą jak na tamte czasy. 

Przenosimy się do roku prawie 1900, kiedy Korea otwiera się powoli na Zachód, co nie podoba się partnerom Japończykom. Panują prześladowania, a "biali" goszczą w pałacu królewskim, wprowadzając ulepszenia. Od jakiegoś czasu zaczęły mnie interesować właśnie te czasy i szukałam po trochu filmu właśnie  w tym klimacie. Znalazłam, jednak nie jestem do końca zadowolona. 

Plusami jest na pewno scenografia, pięknie nakręcone widoki okalające niemal wszystkie sceny. Świetne ujęcia pałacu, bogactwa. Kostiumy pierwsza klasa. Nawet aktorzy dali sobie świetnie radę, romans między nimi rzeczywiście  wiarygodny. Całość psuje jednak to, że nastawiono się na sam romans. No dobra, to miała być historia miłosna oprawiona krwią, walką i śmiercią. I nawet jeśli starano się nadać filmowi bardziej historyczny wymiar, to wszystko jak  dla mnie zostało stłamszone przez beznadziejne sceny walki. Płakałam z żałości, nad przerysowanymi skokami i walką. Wszystko wyglądało jak gra komputerowa, co strasznie kłóciło się z resztą scen. 

Możliwe, że oczekiwałam zbyt  wiele. Film był przeciętny, a samo zakończenie przewidywalne. Trochę nudno. Średnio polecam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz