środa, 17 września 2014

Psychometry [k-movie]


Film okazał się być dobrą rozrywką, a szczerze powiedziawszy spodziewałam się istnego gniota. Już sam tytuł i potem nieoczekiwana postać Kim Buma - tak, nie spoglądałam na obsadę - sprawiły, że miałam mieszane odczucia. Film był w końcu paranormalnym kryminałem, a tu nagle taki słodziak w obsadzie? 


Yang Chong Dong jest dość nieudolnym detektywem, który mimo szczerych chęci wykazania się, zwykle pakuje się w kłopoty. Policja zaczyna pracować nad dużą sprawą. W mieście grasuje porywacz dzieci. presja jest tym większa, ponieważ jedno ze zgłoszeń zaginięcia zostało zbagatelizowane, a dziecko zostało odnalezione, ale w worku i martwe. Wszyscy się zatem spinają i podejmują odnalezienia dziewczynki, która również została porwana. Yang Chong Dong również dołącza do śledztwa, jednak na własną rękę, został zawieszony. Sprawa jednak dla niego o tyle ważna, że kilka dni wcześniej rozmawiał z zaginioną dziewczynką (swoją drogą, urocza bestyjka) i przestrzegał, by nie rozmawiała z obcymi. Niespodziewanie Chong Dong łapie chłopaka, który parał się rysowaniem graffiti. Kiedy detektyw spogląda na jedno z dzieł chłopaka, okazuje się że jest to miejsce zbrodni z poprzedniego śledztwa. Mężczyźni spotykają się i okazuje się, że Kim Joon posiadł trudną moc. Dotykiem potrafi sprawić, że otwierają się przed nim cudze umysły i wspomnienia. Nawiązują współpracę i razem postanawiają odnaleźć zaginione dziecko. 

Ogólnie rzecz biorąc to dobrze, że Kim Bum nie szufladkuje się dla grania słodziachnych, idealnych facetów. Tutaj, grając chłopaka z problemami, który dodatkowo posiadł niebezpieczną moc - której się zresztą wyrzeka jak może i słabo mu to wychodzi - poradził sobie całkiem nieźle. Chociaż nie można było się ustrzec na samym początku filmu, że produkcja jest - jak to stwierdził mój chłopak - "dla dzieci emo". Tak zresztą wystylizowano samego Buma. Kiedy jednak przyjrzymy się dokładniej, wychodzi nam ciekawa, acz przewidywalna historia. Ciekawa, bo aktorzy radzili sobie w tym miszmaszu, który zaserwowali scenarzyści. Dlaczego? Film bardziej przypominał komedię niż zwykły, mocny kryminał. Fabuła nie była ogółem zła, skąd. Film jak każdy inny, do bólu przewidywalny. Można było spokojnie odhaczać każde kolejne punkty z planu zdarzeń. Nie przeszkadzało mi to jednak zbytnio. Z Kim Kang Woo, Kim Bum stworzył dobry team. Mężczyźni świetnie razem zagrali, a momentami nie mogłam powstrzymać się od wrażenia - albo to mój wypaczony mózg yaoistki - że jednak nie kumpelstwem mi trąciło, a ekipa specjalnie wprowadziła tą zażyłą relację obcych sobie mężczyzn, na zasadzie starszy brat - młodszy brat, by faneczkom krew poszła z nosów od feelsów.Kiedy jednak odejmie się ten istny fanserwis w wykonaniu głównych bohaterów... zostaje nam jeszcze tresowany gołąb Kim Buma (przepraszam, musiałam. Ta scena spowodowała, że o mało się nie zakrztusiłam). 

Jak ocenić ten film? Był dobry. Taki z kategorii, które nie nudzą zbytnio, ponieważ widz łudzi się, że jeszcze może się coś zmienić, chociaż widział takich produkcji na pęczki. Był jednak ładnie zrobiony i obecność dwóch ciach przyciągnęła przed ekrany jeszcze więcej osób. Bo było w czym wybierać przecież i producenci chcieli trafić w fanki Kang Woo (to ja!) i Kim Buma (to swego czasu również ja). Polecam każdemu. Niezobowiązująca, prosta produkcja, która jednak nie zanudza. 

1 komentarz:

  1. Dzięki za tą recenzję, rzeczywiście, tą przyjaźń wprowadzono na siłę, aczkolwiek zakonczenie trzyma trochę w napięciu, myślałam że jak to bywa w koreańskich dramatach - wszysycy umrzą, przyjemna mieszanka, komedii, thrillera paranormalnego, dramatu... Bumek spisał się dobrze, aczkolwiek ta jego "mroczność" czasami uwierała. Znowu jakby na siłę chciano z niego zrobić smutasa. Oczekiwałam więcej.

    OdpowiedzUsuń