środa, 17 września 2014

Lady Daddy [k-movie]



Ta dziewczyna to jest facet, okazało się wieczorem, Jak to sobie wytłumaczysz, że się nie poznałeś w porę... Ten cytat, tej żałosnej piosenki - ja ja kocham discopolo - doskonale oddaje klimat całego filmu, jeśli weźmiemy pod lupę tą komediową część. Cały dramat schowany jest jednak głębiej. 


Ji Hyeon jest fotografką, nieśmiałą osobą, która spotyka się od pewnego czasu z Jun Seokiem. Życie kobiety wywraca się o 360 stopni, kiedy do jej drzwi puka dziecko, które szuka swojego taty. Ji Hyeon z przerażeniem odkrywa, że Yu Bin jest jej dzieckiem, a ona jego tatą. Długo skrywana tajemnica zostaje ponownie rozgrzebana. Jak poradzi sobie kobieta, która raz na zawsze chciała zerwać z męczącą ją tożsamością? 

Wbrew pozorom, to nie jest taki łatwy film jak można było się spodziewać. Poruszono dość trudny temat, bo jak to w Korei tak zmiana płci? Jak to przebieranki w faceta - którym się niegdyś było? Takie głupstewka są akceptowalne jedynie, kiedy robi się to dla śmiechu i kiedy k-popowi się przebierają w damskie fatałaszki, by zaspokoić niecne żądze faneczek. Kiedy jednak dochodzi do prawdziwego problemu, a historia okazuje się być dramatem, rozdarciem danej osoby... lepiej o tym nie wspominać. I nic dziwnego, w końcu Korea jest dość konserwatywnym krajem, mimo że czasami mam wrażenie, że to jakby rozdwojenie jaźni. Bo z jednej strony niektóre sprawy zamiatane są pod dywan i o nich się po prostu nie mówi, ale jednocześnie nie przeszkadza to opparom wy-charakteryzować się na kobietę. No cóż. Kraj absurdów, jak każdy. 

Tutaj postarano się, by temat nie był istnym dramatem, przygnębiającą produkcją. Zrobiono z niego dość sprytną komedię. Komedię, którą jest jedynie z wierzchu, bo kiedy już odejmiemy wszystkie gagi i śmieszne sytuacje... powstaje nam problem do rozwiązania i dość przygnębiająca prawda. Dobrze jednak, że film jest tą komedią "z wierzchu", ponieważ wtedy wydaje mi się, że byłoby zbyt ciężkostrawnie. 

Kto jednak robił wszystko - i dobrze mu to wychodziło - by film rozśmieszyć? No oczywiście, że Kim Ji Suk. Z wielką przyjemnością oglądałam jego miny, śmieszne sytuacje z nim, zachowania. Lee Na Young bledła przy nim mam wrażenie, a to przecież ona była tutaj kluczową postacią. Niby starano się, by ona grała główne role w żartach, to jednak mnie nie przekonało. Liczyłam też na większy udział w produkcji Kim Hee Soo, który przewinął się w filmie po prostu jako dziecko. Nie zachwycił mnie w żaden sposób. 

Najlepsza puenta filmu, to nieoczekiwane stwierdzenie że "mięso należy trzymać w zamrażarce, żeby się nie zepsuło". Pamiętajcie o tym, moi drodzy, acz pewnie nieliczni czytelnicy. Film jak najbardziej polecam. Z pozoru luźna, prosta komedia z ważnym tematem w tle. 

1 komentarz:

  1. Widziałam ten film, nie jest powalający, ale wazne że porusza taki temat. Scena finałowa rozczarowująca

    OdpowiedzUsuń