poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Kuroshitsuji [j-movie]



Postanowiłam, że dam sobie spokój z pisaniem moich wrażeń co do albumów, które wyszły miesiąc temu - dla nowych/niepoinformowanych nie było mnie miesiąc w internetach - bo bym zwyczajnie nie wyrobiła. To jednak nie tyczy się filmów, bo tych obejrzałam specjalnie niewiele. I tak większości z nich nie pamiętam, więc kilka najbliższych recenzji będzie tylko zlepkiem tego, co zapadło mi w pamięci. Przejdźmy jednak do sedna...

Kuroshitsuji. To tytuł, który wywołał pewną burzę. Już samo anime/manga jest albo kochane, albo nienawidzone. Ja należę do osób, którym produkcja niezmiernie przypadła do gustu. Jednak nie jestem w gronie osób, które kochają mangę, tudzież anime, a wręcz zaczęli nienawidzić produkcji kinowej. Komentarzy było co niemiara, a wszystkie niemal negatywne co do pełnometrażowego filmu. Szczerze? Nie rozumiem tego oburzenia. A jeśli już takowe występuje, to najczęściej są to dzieciaczki, które szaleją w Internetach, jakoby ich boskie anime zostało zbezczeszczone, że to zupełnie nie było takie jak w anime, że aktorzy nie tacy, że to, że owamto. Chyba ludzie nie doczytali, że historia TYLKO bazuje na anime, a ja fakt że nie widziałam powtórki z anime, a inną historię, którą łączył jedynie Sebcio, przyjęłam z aplauzem. Anime widziałam, mangę czytam, jednak po co mam w normalnym filmie patrzeć na to samo? To tyle z początkowej myśli o tej produkcji.

Mamy rok 2020 - czego tak na dobrą sprawę nie widać - Shiori Genpo, jest jedyną dziedziczką potężnej firmy Funtom i bodajże krewną rodziny, czy kimś tam pokrewnym dla rodziny Phantomhive. Jest dziewczyną, udaje jednak chłopaka, bo tylko męski członek może przejąć interesy. Dziewczyna służy jednocześnie Królowej Anglii i nazywana jest Kundlem Królowej. Przy jej boku ciągle stoi odziany w czerń lokaj - Sebastian.

Odpaliłam film i prawie że wgniotło mnie  fotel. To był naprawdę genialny początek, świetnie nakręcony, te dynamiczne sceny walki, standardowa gadka Sebastiana. Nie spodziewałam się, że to może być tak dobrze zmontowane. Potem zachwyt zmalał, jednak produkcja i tak utrzymała się na wysokim poziomie. Chociaż nie mogę powiedzieć, że potknięć nie było. I już mówię, co mi się nie podobało.

Mam już dość Ayame Gouriki. Dziewczyna gra tak samo, jest sztywna, co jednak nie przeszkadza wciskać jej gdzie popadnie. Nawet jeśli widziałam jej buźkę jako główną bohaterkę, to jej gry aktorskiej już nie. Tak bardzo starała się być bezwzględna, wyprana z emocji... no cóż, nie bardzo jej to wyszło. Ja widziałam zagubionego dzieciaka, który tak właściwie nie wie co robi. Słabo poprowadziła swoją postać. To był właśnie główny minus tego filmu, nie było głównodowodzącej, wybijającej się postaci. Liczyłam przy tym, że może Hiro Mizushima poprowadzi cały film. Udało mu się to co prawda w pierwszych minutach, potem jego postać jednak zbladła i wydawała się przygaszona. I tutaj potencjalny mocny punkt padł.


Co do całego wykonania technicznego nie mam zastrzeżeń. Efekty wizualne oglądało się z ogromną przyjemnością, a i historia nie była jakoś specjalnie kiepska. Cieszę się, że nie odstąpiono zbytnio od miłych dla oka kostiumów. minusem była tylko obsada, która nie była tak charyzmatyczna jakbym chciała. Film jednak stawiam dość wysoko w rankingu. Mi się podobał. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz