niedziela, 3 sierpnia 2014

Jung Joon Young – TEENAGER [2nd Mini Album]


Całe szczęście, że długo nie czekaliśmy na powrót Jung Joon Younga. Mamy drugi mini album. Równie ciekawy, w równym stopniu odstający od słodziaków tańczących do disco. Urokiem tego gościa jest to, że jest nieklasycznie przystojny, ma mocny głos i tworzy to co lubi. I o ile pierwszy album był dość mroczny, jednak balladzisty - nie żeby mi to przeszkadzało - teraz widać, że przy drugim krążku to właśnie Joon Young przyłożył więcej swojego stylu. Album został wykierunkowany tak, by zadowolił fanów, jak i na pewno jest bliższy stylowi wokalisty. 

Cóż można jeszcze powiedzieć. Ano to, że zdjęcia teaserowe zupełnie nie oddają luźnego klimatu. Utwory są dość ciężkie i Teenager nie jest takim przyjemnym albumem, jakby można było sądzić. Na początku myślałam nawet, że mając taki kolorowe foty, Jung poważy się o jeszcze bardziej k-popowe brzmienie. Cieszę się jednak, że krążek jest niemal czysto rockowy. Chociaż jeśli miałabym wybrać między albumem pierwszym a drugim... wybieram pierwszy. Jakoś bardziej do mnie trafiał. 

From Me To Me przywiodło mi na myśl starego Traxa. Energiczny, łamany rap z początku i mocne solówki wprowadzają w klimat całego krążka. Po tym utworze nie, mając złudzeń, wiedziałam że dostanę coś totalnie niepodobnego do zwykłego k-popu. Cieszę się swoją drogą, że tacy artyści się wybijają - tutaj pomaga również wygląd i uczestnictwo w K-Pop SuperStar i obecność w milionie programów - bo mamy w zastałym rynku muzycznym powiew nowości, świeżości. Teenager jest zrobiony pięknie wizualnie i z wielką przyjemnością patrzy mi się na tego patyczaka Joon Younga. Jako utwór nadaje się również na singiel promujący. Głos brzmi dobrze, a występy live są nad wyraz zadowalające. Teeth sprawia, że mam ciarki na plecach od chrypy Junga. Mocny utwór ze świetną rolą perkusji. Friend jest nad wyraz niepokojące i im dalej zagłębiamy się w album, tym mniej w krążku k-popu. To naprawdę fajnie, że Jung być może postawił na swoim - albo wytwórnia dała mu wolną rękę - i stworzył rockowy album, tak bliski pewnie jego sercu. Hold On jest niespokojną balladą, która przechodzi w mocniejsze brzmienie, a Sailboat jest utworem, który szczególnie przypadł mi do gustu. 

Mimo że album nie jest takim, który jakoś specjalnie mnie zauroczył, już sam fakt że jest od Joon Younga stawia go w czołówce. Jestem mało obiektywna, no trudno. Koniec końców to i tak kawał porządnie zmarnowanego czasu. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz