niedziela, 1 czerwca 2014

Three Days [k-drama]



Trzy dni ostatecznie w fabule w trzech się nie zamknęły,  a szkoda. Może wtedy drama bardziej by mi się podobała. Znowu z drugiej strony... 16 odcinków i czas trzech dni? Chyba byłby jeszcze większy misz-masz niż ostatecznie to wyszło. 


Prezydent Korei Południowej wyjeżdża na urlop do swojej willi. Gdy dojeżdża na miejsce dochodzi do strzelaniny, a prezydent znika. Jeden z agentów – Han Tae Kyung – zostaje oskarżony o zamach na głowę państwa. Mimo wszystko, postanawia na własną rękę odnaleźć prezydenta oraz dowiedzieć się, co zawiera tajemniczy Dokument 98, z którego powodu zginął jego ojciec.

Co sprawiło, że drama była dla mnie totalnym średniakiem i stratą czasu? Jeden podstawowy czynnik, mało romantyczny trójkącik, z Park Yoo Chun'em na czele. Ale zacznijmy od początku. Serial niesamowicie dłużył mi się od samego początku i po 7 odcinku zaprzestałam jego oglądania stwierdzając, że zwyczajnie nie dam rady. Kiedy po miesiącu wróciłam do tej dramy - bardziej z poczucia obowiązku zakończenia tego tytułu, aniżeli z faktycznej przyjemności - akcja ruszyła i kolejne odcinki oglądało się znacznie lepiej, a kilka ostatnich to naprawdę kawał dobrej roboty. Sam budżet dramy wynosił ponad 10 milionów dolarów, SBS sporo zainwestowało w serial i szkoda, że nie widać tego w głównej obsadzie. Cała fabuła serialu - o dziwo! - jest świetnie złożona i logicznie skomplikowana. Próżno szukać głupich wątków, historia była naprawdę dobrze napisana. Również do montażu nie można się przyczepić, bo sceny akcji - pościgi, walki wręcz, walki z bronią - były mocnym punktem całej dramy i niesamowicie przyjemnie oglądało się te niezwykle dopracowane efekty. 

Przejdźmy jednak do części beznadziejnej i krytyki. Nie pisząc nawet o muzyce, która momentami była zbyt patetyczna, aktorzy byli najsłabszym punktem. Tym razem w głównej obsadzie nie miał kto ciągnąć za Yoo Chuna dramy, więc jego postać wypadła słabo. Był mdłym facecikiem, który powinien milion razy zostać przymknięty i niedopuszczany do śledztwa. Jego postać miała w sobie zerowe pokłady charyzmy, a tego oczekiwałam. Mocnej, charakternej głównej postaci. Towarzyszące mu partnerki - Park Ha Sun i So Yi Hyun - były równie słabe, a próba zrobienia jakiegoś romansidła szybko została porzucona. Pierwsza z aktorek grzmiała swoim grubym głosem, chcąc chyba jak najbardziej podkreślić swoją ważność jako policjantka. Yi Hyun natomiast zaskakiwała co niemiara swoimi dziwnymi, zdziwionymi minami. Litości! Skoro główni bohaterowie byli kiepskimi aktorami, to dość oczywiste, że w drama, która ma mocny, szybki scenariusz, powodzeniem cieszyć się nie będzie. O dziwo ratingi są powyżej 10% dla każdego odcinka, czyli źle nie jest, jednak jakoś szałowo również nie. Coś przeczuwam, że do oglądalności przyczynili się fani Park Yoo Chuna, który fandom przecież ma i to nadal wierny - za to jego zdolności aktorskie pozostawiają wiele do życzenia. To nie jest również tak, że wszyscy grali beznadziejnie. Było oczywiście kilka perełek, które jednak miały zbyt mało scen. Son Hyun Joo w roli prezydenta był tak średnio przekonywujący, jakoś nie mogłam go odnaleźć w tej roli. Jang Hyun Sung ledwie pojawił się na ekranie i przyćmił wszystkich, to już mu się umarło. Inną postacią, która świeciła i chyba dla niej obejrzałam dramę do końca - a na pewno nie przewijałam scen z tym aktorem - był Choi Won Young. Tatusiek z Hajersów przeszedł sporą transformacę i tutaj gra tego złego, trochę maniakalnego prezesa Kima. Swoją drogą cudownie oglądało mi się jego popis aktorski. Tą pewność siebie, namacalne szaleństwo, wściekły wyraz twarzy. Jego postaci towarzyszyły kadzidełka i muzyka klasyczna. Urzekło mnie to, serio. 

Podsumowując. Świetne wykonanie, główna ekipa nigdy nie powinna pojawić się w tej dramie. Ogólna ocena - 5/10. Chyba polecam, chociaż przestrzegam przed nudnymi pierwszymi odcinkami i nijaką grą Yoo Chuna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz