piątek, 13 czerwca 2014

The Servant [k-movie]



Kobieta podstępną jest i zwodniczą. Gorzej, kiedy z drugiej strony - męskiej - możemy liczyć na to samo. Szykuje nam się więc wojna płci, która dla kogoś skończy się tragicznie. 


Chun Hyang jest córką gisaeng, która próbuje usidlić arystokratę Monga. We wspólnych spotkaniach towarzyszy im sługa Bang Ja. Mężczyzna zakochuje się w dziewczynie,  wie jednak że potencjalny związek nie ma szans przetrwania, ponieważ Chun Hyang chce podwyższyć swój status. Przy pomocy pana Ma, Bang Ja zdobywa jednak względy ukochanej i zaciąga ją do łóżka. Ta jednak w dalszym ciągu nie chce zrezygnować z okazji żeniaczki z kimś wyższego stopnia. 

Film przeznaczony dla widzów pełnoletnich, zawiera dość odważne sceny erotyczne. Odważne, baa... żeby tylko, jest totalnie odważnie, ukazując stosunek nie jako coś pięknego, ulotnego, z ptaszkami i chmurkami latającymi dookoła zakochanych, ale po prostu jako seks, czyli plątaninę - niezbyt ładną - ciał. Takowe sceny jednak zbytnio mi nie przeszkadzały, wplotły się w film i nie robiły jedynie za przerywnik typu "żeby dodać więcej smaczku, dajmy seks". Jo Yeo Jeong zagrała podstępną kobietę, która testowała swoje możliwości. Nie była tutaj szaleńczo jedynie zakochaną w słudze kobietą, a manipulatorką która grała na dwa fronty, ukazując jednak swoją niewinność i spokój ducha. Podobną rolę dostała zresztą dwa lata później w Concubinie. I tutaj tymi głupimi i tymi, którzy poddali się całkowicie sztuczkom kobiet... byli mężczyźni. I o ile sługa Bang Ja - Kim Ju Hyeok - początkowo bawił się w uwodzenie kobiety, stosując przeróżne sztuczki, których nauczył się od pana Ma, potem stał się tylko potulnym pieskiem, który bez pamięci latał za swoim kochaniem. Nieco inna sprawa tyczy się Monga - Ryoo Seung Bum - który stał na równi z Chun Hyang jeśli chodzi o podstęp. Co prawda kochał dziewczynę, jednak dzielić się nie chciał, co zresztą pokazał. 

Albo ja mam wielki sentyment i uwielbiam Kim Sung Ryoung, jednak kiedy pojawiała się na ekranie, wszyscy inni bledli i to ona przejmowała  wszystko. Aktorka genialna, szkoda że miała tak mało scen, gdy jednak pokazywała się, robiła to bardzo efektownie i z klasą. 

Wydaje mi się, że nie wszystkim film przypadnie do gustu. Mi osobiście się podobał, bo humor był wyważony i całość nie była głupia (jak ja tego nie lubię w historykach). Nie spodziewajcie się rzewnej i godzącej w serce końcówki, bo takiej nie dostaniecie. Opowiedziana historia jest niemal bezpłciowa, bo nie ma płaczu, zawrotnego końca, którego nikt się nie spodziewał. Wszystko zostało opowiedziane z perspektywy mężczyzny, który przyzwyczaił się już do swojego losu. Jednak nawet "normalna" końcówka - która nie wzbudza żadnych emocji - postawiła cały film na wysokim poziomie. Bardzo mi się podobał i polecam wszystkim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz